Zażywasz statyny? Miej się na baczności! – cz. 2

data publikacji:

ostatnia edycja:

Mój tato zmarł 2 czerwca 2011 roku w wyniku tzw. NZK (nagłego zatrzymania krążenia). Jego ostatnie dni w śpiączce opisałam w artykule „Śpiączka i co dalej”. NZK nie przydarzyło się bez przyczyny. Mój ojciec przez 4 miesiące przed śmiercią zmagał się z ogromnie ciężkimi objawami postatynowej rabdomiolizy, czyli rozpadem mięśni spowodowanym przez statyny – leki przeciwcholesterolowe. 

Słabniesz? Włącz alarm!

Szpitalni specjaliści nie dopatrzyli się związku rabdomiolizy i 4-letniej terapii statynami u mojego ojca.  Po szczegóły ich „antydiagnozy” odsyłam do I części tego artykułu: Zażywasz statyny? Miej się na baczności!  Dlaczego? Dlatego, że jeśli zażywasz statyny, to zapewne jesteś już po 40-stce i przepisał Ci je lekarz, który zbagatelizuje pierwsze niepokojące objawy osłabienia, jako naturalne dla wieku. Z kolei, gdy objawy nasilą się tak bardzo, że utrudnią Ci normalne funkcjonowanie, lekarz pewnie odrzuci ich związek ze statynami, jako zbyt odległy w czasie i „umyje ręce”, wysyłąjąc Cię do szpitala, aby kolejni specjaliści doszukali się autoimmunologicznej przyczyny dla rozpadających się mięśni… Aby do tego nie dopuścić, Ty musisz być mądrzejszy już teraz i wiedzieć, że osłabienie, to efekt niepożądanego działania statyn i najleepiej dla Ciebie będzie – oczywiście moim zdaniem – jeśli zareagujesz tak, jak bloger TRZY ZDANIA TRZY SŁOWA, który opisał swój przypadek w komentarzu do I części tego artykułu:

„Kiedys na standardowym badaniu u lekarza zaistnial temat statyn. Po sprawdzeniu danych typu wiek, stan zdrowia, srodowisko, waga, palenie, picie itd poradzono mi, zebym zaczal zazywac statyny.

Coz, lekarz zna sie na tym, ja nie. A poniewaz czytalem gdzies jakis artykul o statynach, bardzo pozytywny, stwierdzajacy, ze to lek cudo, jak kiedys aspiryna, ze zapobiega atakom serca, wylewom, ze w ogole obniza cholesterlo i dlatego itd itp… Slowem ucieszylem sie.

Zaczalem zazywac, ale po jakims czasie zaczalem czuc sie jak stary dziadek, rano nie moglem (prawie) podniesc sie z lozka, dopadly mnie takie bole, ze az bylo nieprzyjemnie, musialem sie rozruszac, zeby egzystowac normalnie. Przeczytalem ulotke uwazniej i okazalo sie, ze to moze byc jeden z objawow ubocznych. poszedlem do lekarza i poskarzylem sie. Wiec doszlismy do wniosku, ze moze ten rodzaj leku akurat gorzej znosze, wiec sprobujemy innego producenta.

Wiec znow bralem statyny, ale lamanie w ksciach i miesniach nie odchodzilo, wiec… przestalem statyny lykac. troche mi bylo szkoda, bo zazywajac je cieszylem sie, ze nie dostane wylewu tak szybko no i ze pompka dluzej podziala pompujac krew.

Po roku znow u lekarza na standardowym badaniu, na cos tam narzekalem – temat statyny. Znow sprawdzil co trzeba i poradzil pwrocic. Sprobowalem, po 2 tygodniach to samo. Bole, sztywnosci, slowem nie trawie tych statyn. Wiec znow je porzucilem i nie zamierzam brac.

Tym bardziej, ze teraz znalazlem na necie mnostwo tak negatywnych ocen i historii ludzi, ktorzy stracili przez statyny sdrowie, ze az strach.

Ale, skoro sa polecane i zazywane przez dziesiatki milionow osob na swiecie, to niezly to jest biznesik dla firm farmaceutycznych…

A bez statyn cholesterol mi podskoczyl…. zaledwie minimalnie, jest prawie w granicach normy.

Nie ma sie co truc.”

No właśnie! Ten pan miał dużo szczęścia: organizm od razu dał mu znać, że jest podtruwany (statyny blokują m.in. mechanizmy oddechowe komórek, stąd odczuwany brak sił). Gdy objawy pojawiają się z opóźnieniem już nie tak łatwo dopatrzyć się związku z zażywanym lekiem, tym bardziej, że wśród lekarzy panuje powszechna niechęć do zgłaszania jakichkolwiek niepożądanych objawów. Czy dzieje się tak z przyczyn czysto biurokratycznych, czy też z powodu ignorancji lub arogancji, to temat na zupełnie odrębne opracowanie…

Zdaniem lekarza

Mój poprzedni wpis skomentował lekarz:

„Fajnie. Tylko jest coś czego nie rozumieją laicy. Lekarzowi łatwiej jest rozpoznać rabdomiolizę postatynową niż autoimmunologiczną. Pierwsze rozpoznanie oparte jest na przesłankach negatywnych, drugie pozytywnych – trzeba je potwierdzić badaniami. Czyli , że z dużym prawdopodobieństwem lekarze musieli mieć badania potwierdzajace. Czyli można spekulować, że czynnikami patogenetycznymi były zarówno proces immunologiczny jak i działanie statyn, które są przeciwskazane w chorobach miesni szkieletowych . Również wymiana zastawki nie jest samym w sobie wskazaniem do terapii statynami chyba, że było to miażdżycowe zwężenie zastawki aortalnej z podwyższonym poziomem cholesterolu LDL . Rabdomioliza postatynowa jest naprawdę rzadkim powikłaniem . Statyny stosowałem u tysięcy pacjentów i nie spotkałem się takim prawdziwym przypadkiem. Ale ja często badałem poziom CK – przez wiele lat co 3 miesiące, nawet częściej niż wskazania co mi zostąlo po pracy w Poradni Zaburzeń Lipidowych przed kilkunastu laty.” (pseud. DE VALMONT)

To fantastyczne, że komentujący lekarz bada u swoich pacjentów poziom CK (enzymu o nazwie kinaza keratynowa, który pojawia się we krwi w dużych ilosciach podczas gwałtownego rozpadu mięśni szkieletowych lub mięśnia sercowego, co nazywane jest zawałem). U mojego taty nie zrobiono tego wcześniej mimo, że wizyty u kardologa odbywał po wymianie zastawki regularnie i za każdym razem przepisywane miał kolejne opakowania statyn.

Mojej mamie statyny przepisał lekarz rodzinny i także nie przeprowadzał żadnych badań kontrolnych CK. Na szczęście mama nie zażywała ich długo. W czasie jednej z wizyt na pogotowiu, gdzie pojawiłą się z powodu nerwicowego skoku ciśnienia, młody lekarz dyżurny zrobił jej życzliwy remanent w reklamówce z lekami i statyny polecił odrzucić. Chwała mu za to! Czy podobnie zainterweniował u innych pacjentów? Mam nadzieję.

Cytowany wyżej pan doktor DE VALMONT twierdzi tymczasem, że „rabdomioliza postatynowa jest naprawdę rzadkim przypadkiem”. Może rzeczywiście jego pacjenci, dzięki jego czujności i regularnemu monitorowaniu CK, nie doświadczali ubocznych skutków działania statyn. Przyznam jednak, że w to wątpię. Skoro bowiem u wielu innych osób pojawiają się niekorzystne objawy, to znaczy, że prowadzą do nich konkretne niekorzystne mechanizmy, które lek inicjuje w każdym organizmie.  I upieram się, że wiekszośc osób, która doświadcza niepokojących objawów nie ma świadomości ich związku z prowadzonym leczeniem i rzadko zgłasza je lekarzom. Dlatego związek postatynowej choroby ze statynami jest rzadko rozpoznawany przez lekarzy.

 

Zdaniem naukowca

Tym, których przekonują jedynie badania naukowe polecam „profesjonalną” lekturę: w 2008 roku pan Wojciech Grzeszkowiak w artykule „Przyjmujesz statyny? Uważaj na mięśnie!” opisał wyniki badań zespołu dr Anny Thalacker-Mercer z University of Alabama, który potwierdził upośledzający wpływ statyn na regenerację mięśni poprzez ograniczanie zdolności komórek macierzystych mięśni (tzw. komórek satelitarnych) do podziału. Prowadząca badania stwierdziła wówczas:

„Istnieje możliwość, że osoby starsze mogą nie być zdolne do rozróżnienia bólu mięśni spowodowanego podawaniem statyn lub starzeniem, przez co efekty uboczne [stosowania] statyn mogą nie być zgłaszane dostatecznie często. „

Zespół dr Anny Thalacker-Mercer kontynuował badania nad mięśniami i statynami.

W 2012 r. w czasopiśmie „Free Radical Biology and Medicine” pojawiła się ich kolejna publikacja: „Simvastatin impairs ADP-stimulated respiration and increases mitochondrial oxidative stress in primary human skeletal myotubes” (tłum. „Symwastatyna upośledza stymulowane przez ADP procesy oddechowe i zwiększa stres oksydacyjny mitochondriów w pierwotnych ludzkich miotubulach szkieletowych „) opublikowana w czasopiśmie medycznym: „Free Radical Biology and Medicine”. Zespół wykazał m.in. że symwastatyna:
– powoduje zanik mięśni w nasileniu proporcjonalnym do zastosowanej dawki,
– upośledza funkcje oddechowe i zwiększa stres oksydacyjny komórek mięsniowych,
Zaobserowano także, że symwastatyna aktywuje proces apoptozy („samobójcze obumieranie”) komórek mięśniowych.

Choć naukowcy ostrożnie formułują wniosek ogólny, jako „statyny mogą powodować osłabienie mięśni / miopatię”, stwierdzają jednocześnie, żę „konieczne są kolejne badania, aby opracować strategie lecznicze przeciwdziałające wywołanym przez statyny zaburzeniom mitochondrialnym i stresowi oksydacyjnemu”.

Gdyby ktoś odczuwał niedosyt literatury naukowej wskazującej na związek statyn i miopatii, proponuję przeglądniecie listy angielskojęzycznej literatury źródłowej wykorzystanej przez zespół dr Thalacker-Mercer. Z polskich opracowań polecam: Związek pomiędzy miopatią postatynową a morfologicznym uszkodzeniem mięśni szkieletowych oraz artykuł blogera rolikmana, choć laika, jednak odwołującego się do poważnych źródeł: https://rolikman.salon24.pl/361956,czy-statyny-to-medyczna-pomylka.

Pamiętajmy jednak, że poważna nauka stara się tłumaczyć zjawiska, które już istnieją! I że fakt niewyjasnienia zjawiska nie zonacza, ze ono nie istnieje. Zjawiska, które zachodzą, będa zachodzić niezaleznie od tego, czy zajmuje sie nimi 0, 1, czy 100 grup naukowców. I że w przypadku własnego zdrowia wazny jest głos rozsądku…

Zdaniem pacjenta

Z komentarzy do mojego wcześniejszego artykułu:

„Ja chcę się sądzić, może pozew zbiorowy??? Mój mąż przyjmował statyny (Sortis Pfizer) przez ok. 2 lata, teraz (styczeń 2013) ma stwierdzoną polineuropatię obwodową o niestwierdzonej etologii. W ulotce Sortisu nie ma w „Skutkach ubocznyc” ani neuropatii ani polineuropatii? no cóż” Justyna

„W sytuacji przymusowej musimy zaufać lekarzowi. A lekarze dla tzw. Ochrony Własnej D. muszą się stosować do procedur które czasem chronią pacjenta, a czasem są zabójcze. Moje własne doświadczenie: W 2011r wstawiono mi stenty i m. in. zastosowano statynę (teraz wiem, że bez sprawdzenia poziomu cholesterolu). Po 4 miesiącach było badanie cholesterolu: 144. HDL=38; LDL=86 i jeszcze uparcie zbijano. Wówczas jeszcze nie wiedziałem co się dzieje naprawdę, ale było mnóstwo skutków ubocznych ktore podobno miały być normalne. Jak w styczniu 2013 zacząłem się dusić, samowolnie odstawiłem statynę i na wszelki wypadek zrobiłem analizę: Chol.=122; HDL=34; LDL=75; Po 2 dniach oddech wrócił do normy.
Zacząłem myśleć, czytać i stabelaryzowałem wszystkie posiadane wyniki. Dotarłem nawet do starych wyników sprzed zabiegu: Chol=201; HDL=40; LDL=142. Teraz po odstawieniu statyny w marcu 2013 jest: Chol=229; HDL=45; LDL=161.
Nie jest to miejsce na opisywanie szczegółów, ale są też dość poważne uszkodzenia tkanek mięśniowych, pomimo iż CK=71,7 (wcześniej ? ja, ani lekarze ? nie wiadomo dlaczego).
Pozwolę sobie na podsumowanie: zgodnie z procedurami jest O.K. ale obecnie wiem, ze leczą mnie niedoedukowani lekarze, a głównie chyba ich strach przed ew. prokuratorem. Czy to jest leczenie ?
Mam nadzieję, że mój organizm przynajmniej częściowo poradzi sobie jeszcze ze spustoszeniem m. in. po statynie.
Ja i tak mam szczęście że przerwałem tę ignorancję po ok. 14 miesiącach.” Krzysztof

„Osiem lat temu przeszedlem operacje 5 by-passow. Od tego czasu biore jedna pigulke Zocor na noc i jedna aspiryny rano oraz 2 kapsulki rybiego tluszczu. Po operacji szpital w Brisbane zrobil mi pranie mozgu na temat diety i cwiczen. Scisle tego przestrzegam. Np. powiedzieli mi, ze nie wolno mi pic soku grapefrutowego z zocorem. Mojemu krewniakowi w Polsce nikt o tym nie powiedzial (przeszedl operacje w szpitalu klinicznym w Warszawie) i biedak meczyl sie przez pol roku. Przestal pic sok po rozmowie ze mna i od razu poczul sie lepiej.
Czuje sie swietnie. Nie mniej co pol roku robia mi badania krwi i lekarka, ktora mnie prowadzi zawsze pyta mnie czy nie odczuwam skutkow ubocznych.
Zona przerwala branie lipitora po konsultacji z lekarka bo czula sie zle. Bez tego leku czuje sie lepiej.
Doswiadczenia naszej rodziny wskazuja, ze istotnie branie statyn musi byc pod scisla kontrola i pacjent musi byc informowany o wszystkim. W Australii jest to scisle przestrzegane (przynajmniej w moim przypadku), w Polsce nie zawsze. Pozdrawiam” WPOPLAW

 

Bądź mądry przed szkodą

Anglicy mają takie przysłowie: „potknięcie może ustrzec przed upadkiem” (A stumble may prevent a fall). W przypadku postatynowych skutków ubocznych to naprawdę bardzo trafna wskazówka! Jeśli zażywasz statyny, bez względu wiek, uważnie obserwuj swoją wydolnośc oddechową, ruchową a także sprawność nerek! Jakikolwiek spadek formy powinien Cię zaniepokoić, powinien zostać zgłoszony do lekarza. Odstawienie statyn tuż po pierwszym „potknięciu” może uratować Ci życie.

W przypadku mojego taty, nieświadomi, zlekceważyliśmy potknięcia 🙁 Oto objawy, jakie dokuczały mojemu ojcu.  Spisałam je lekarzowi, który przyjmował ojca na SOR-ze i wykluczywszy zawał, jako pierwszy i ostatni zadał pytanie o statyny…

Szczegółowy opis rozwoju choroby mojego ojca (ur. 1941).

  • 25 lutego 2011objawy zawału serca – silna dusznośc i ból – hospitalizacja
    • HDL- 0,47 mmol/l (norma > 1,0)
    • CK – 5011 U/L (norma <190)
  • 23 lutego 2011 – wizyta w przychodni
  • od ok. 1 lutego 2011, objawy nasilające się:
    • opuchnięte kostki,
    • zimne poty przy najmniejszym wysiłku (nawet po zjedzeniu posiłku),
    • brak tchu (płytki oddech) przy najmniejszym wysiłku,
    • powtarzające się krwawienia z nosa (raczej niewielkie, przeważnie rano, podczas zmiany pozycji czy kapieli),
    • wyraźne osłabienie mięśni (np. nie był w stanie o własnych siłach wstać po kucnięciu, a nawet zasznurować butów), „nogi jak z waty”
  • od ok. 1 stycznia 2011, objawy poprzedzające:
    • narastąjące zmęczenie, ból nóg przy chodzeniu, niechęć do chodzenia
    • niskie ciśnienie, przy wzrastającym tętnie
    • przypomina sobie krótki epizod bólowy (trudny do zlokalizowania w czasie, ok. 1-2 mies. temu): ból w klatce piersiowej, silny, krótki, odczuwał, jak gdyby przez serce przeciskało się coś
  • 14 listopada 2010 – ponowny napad lumbago, tym razem trwał ok 4-5 tygodni
    • znów intensywne leczenie przeciwbólowe j.w.
    • nie pozwoliliśmy na leżenie w łóżku, wbrew woli pacjenta
  • od ok. pół roku przed „zawałem” badania krwi wykazywały niski poziom cholesterolu LDL, HDL oraz trójglicerydów, a pacjent nadal zażywał simwastatynę w pełnej dawce
  • ok. marca 2010 – atak lumbago, silne dolegliwości bólowe, umiejscowione w krzyżu, pośladkach, udach; pacjent leżał w łożku przez ok. miesiąc bez wstawania!,
    • schorzenie nie zostało ostatecznie zdiagnozowane: podejrzenie zapalenia wielomięśniowego, rwy kulszowej, dyskopatia wątpliwa, nawet podejrzenie o depresję organiczną!,
    • leczenie przeciwbólowe, długotrwałe i intensywne ok. 2-3 miesięcy (diclofenac, ketonal, efferalgan) oraz antydepresyjne (krótkotrwałe, 1 miesiąc)
    • w końcu dolegliwości ustąpiły samoistnie
  • wcześniej (przed pierwszym atakiem lumbago) – epizod zatrzymania moczu, cewnikowany ok. 2 tygodnie, od tamtej pory mocz wskazuje na przewlekły stan zapalny
  • wcześniej (przed zatrzymaniem moczu ?) – atak półpasca (?) z silnymi bólami mięśni w pasie oraz wysypką
  • stopniowo pogarszająca sie kondycja fizyczna, tłumaczona m.in wiekiem (66 lata) oraz pomostowaniem aortalno-wieńcowym i miażdżycą
  • 27 czerwca 2007 roku – operacja wymiany zastawki aortalnej  wraz z wykonaniem pomostu aortalno-wieńcowego, od tamtej pory nieprzerwanie zażywa simwastatynę (Simvacard) w dawce 10mk
  • 4 marca 2007 – hospitalizacja po utracie przytomności spowodowanej stenozy aortalnej (zwężenie światła aorty pood wpływem zmian miażdżycowych)

 

Post scriptum 1

Skarga napisana na lekarkę, która przyjmowała ojca 2 dni przed „zawałem”:

Krakowski Szpital ……

PRZYCHODNIA SPECJALISTYCZNA KARDIOLOGICZNA I KARDIOCHIRURGICZNA
……

Sz. P. Kierownik dr n. med. …….

 

Skarga pacjenta

Na początku marca 2007 na skutek zasłabnięcia z utratą przytomności doznałem m.in. złamania nosa oraz kontuzji szczęki. Przyczyną wypadku okazała się choroba niedokrwienna serca oraz zmiany miażdżycowe. W czerwcu 2007 roku przeszedłem w Państwa szpitalu operację wymiany zastawki aortalnej  wraz z wykonaniem pomostu aortalno-wieńcowego. Od tamtego czasu pozostaję pod opieką Przychodni Kardiologicznej. Moim lekarzem jest pani dr……………..

Ze względu na swój podeszły wiek (70 lat), a więc np. słabą pamięć, na wizyty okresowe stawiam się wraz z żoną, Zofią (73 lata).  Żona m.in. robi notatki z zaleceń lekarza, zadaje w moim imieniu pytania, np. dotyczące dalszego postępowania, albo wątpliwości, jakie mamy w związku z moim samopoczuciem. Niestety pani dr …………… zachowuje się wobec niej bardzo niegrzecznie i opryskliwie. Każda wizyta jest zarówno dla mnie jak i żony obarczona wielką dawką stresu.

Ostatnia wizyta miała miejsce wczoraj, 23 lutego 2011 r. Dr ……….. wbrew mojemu życzeniu, wyprosiła żonę na czas badania i dopiero po badaniu zezwoliła jej na wejście do pokoju. Jak zwykle zachowywała się tak, że czuliśmy się bardzo niekomfortowo obawiając się o cokolwiek zapytać. Tymczasem moja wizyta została spowodowana wyraźnym pogorszeniem mojego stanu zdrowia, który mnie i żonę bardzo niepokoi. Od około miesiąca puchną mi kostki, przy najmniejszym wysiłku (nawet po zjedzeniu posiłku) pocę się, brakuje mi tchu. Innymi słowy, odczuwam identyczne objawy, jak te sprzed operacji, gdy moja zastawka aortalna nie pracowała poprawnie, co doprowadziła do zasłabnięcia z utratą przytomności (marzec 2007). Dr …………… skierowała mnie na badanie rtg klatki piersiowej, którego wynik dziś, tj. 24 lutego – zgodnie z jej dyspozycją – przekazałem jej osobiście w Poradni. Po rzuceniu okiem na wynik, lekarka orzekła, że wszystko jest w porządku. Zatem po wizycie w dniu poprzednim zostałem jedynie z receptą na moczopędny hydrochlorotiazyd, ?regeneracyjny? aspargin oraz – na moja prośbę – tertensif, który stale zażywam na nadciśnienie. (od red. tata zapomniał napisać o statynach, które nadal zostały mu zaordynowane).

Zostaliśmy więc z żoną z nierozwianymi wątpliwościami odnośnie stanu mojego serca i układu naczyniowego. Poprosiłem córkę o rozmowę telefoniczną z panią dr ………… i zapytanie jej, dlaczego nie wzięła pod uwagę skierowania mnie na badania, które mogłyby ocenić aktualną pracę serca, np. echo. Pani dr odebrała telefon, sprawdziła w komputerze, jakimi danymi na mój temat dysponuje, po czym odrzekła, że pacjent musiał mieć już robione echo, skoro go nie zleciła, a skoro jest bliski omdlenia to proponuje wizytę u lekarza rodzinnego, po czym nie czekając na odpowiedź odburknęła ?Do widzenia? i szybko odłożyła słuchawkę.

Nie mam wiedzy, aby zweryfikować, czy postępowanie pani dr …….. jest zgodne z procedurą w przypadku, gdy pacjent z taką historia choroby jak moja zgłasza objawy, o jakich napisałem wyżej. Mam jednak pełną świadomośc tego, że jako pacjent mam prawo do uzyskania przystępnej informacji od lekarza o: swoim stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dajacych sie przewidziec nastepstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia, rokowaniu oraz, że lekarz, za moją prośbą, może udzielać powyższych informacji, innym osobom (art. 31 ust. 1 – 3 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty; art. 19 ust. 1 pkt 2 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej). Niniejszym zatem zgłaszam skargę na dr  ……, ponieważ moje prawo nie zostało przez nią zrealizowane w sposób zadowalający. Doprowadziła zarówno mnie, jak i żonę do poczucia olbrzymiego dyskomfortu i stresu. Przede wszystkim jednak po wyjściu z jej gabinetu w dalszym ciągu czuję obawę o swoje zdrowie i uważam za konieczną ponowną konsultację w Poradni.

Proszę zatem uprzejmie o zmianę lekarza prowadzącego.

Z wyrazami szacunku,

Jerzy Krzywański

 

Kraków, 24 lutego 2011 r.

 

 Post scriptum 2

 

Biopsja miesnia - rabdomioliza postatynowa