Więzi międzyludzkie kluczem do długiego życia, zdrowia, szczęścia i jakie wnioski płyną z tego dla chorych

Co robić, by żyć zdrowo, długo i szczęśliwie? I do tego w pełni władz umysłowych? Pytania te są dziś niezwykle ważne. Stoimy bowiem w obliczu plagi chorób degeneracyjnych, które dotykają starość. Naukowcy z Harwardu, na podstawie ponad 80-letniego badania obserwacyjnego, dają jednoznaczną odpowiedź: najważniejsze to utrzymywać dobre, ciepłe relacje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi z sąsiedztwa. Ze wszystkich przebadanych kryteriów, to właśnie więzi międzyludzkie mają największy wpływ na zdrowie i długowieczność. Są kluczem zarówno do zdrowia fizycznego, jak i psychicznego. Nie tylko w szerszej perspektywie (na starość), ale i na co dzień w młodszym i średnim wieku. Co ciekawe bliskość drugiego człowieka może mieć istotne znaczenie w każdym procesie leczenia. Na przykład poprzez działanie przeciwbólowe!

A wszystko zaczęło się od badania Granta

Neurobiolodzy potwierdzają, że więzi międzyludzkie mają na nas wymierny wpływ

Zobaczyli bowiem czarno na białym (na badaniach MRI), że zaangażowanie człowieka w głęboką, odwzajemnioną relację opartą na empatii jest przez nasz mózg nagradzane „wyrzutem” prozdrowotnych hormonów! Tych, które pobudzają nas do pozytywnego działania w każdej dziedzinie (oksytocyna, endorfiny, dopamina, serotonina).

Neurobiolodzy potwierdzili tym samym, że organizm człowieka wypracował ewolucyjnie specjalne mechanizmy fizjologiczne, które nagradzają nas za nawiązywanie serdecznych więzi z innymi osobami! Jeśli brakuje nam tych więzi w naszym życiu, brakuje nam i prozdrowotnych hormonów. Brakuje nam energii i motywacji życiowej. Do wszystkiego. Także do leczenia w czasie choroby.

Jeśli do tego dorzucimy zjawisko „synchronizacji” pracy mózgów i jego możliwości (wioślarze w 6-tkach uwalniają więcej endorfin w porównaniu z wiosłowaniem w pojedynkę, pomimo takiego samego wysiłku fizycznego [1]) to obraz korzyści zdrowotnych z przebywania z drugim człowiekiem rysuje się jeszcze wyraźniej. Oczywiście, o ile relacja między nimi jest pozytywna.

Jeśli, nie – pojawia się problem toksycznej relacji. Problem, który oddziaływuje głęboko na układ sercowo-naczyniowy, układ hormonalny, układ odpornościowy, układ nerwowy i inne mechanizmy fizjologiczne [2].

Więziowe szach-maty, które ściągają nasze zdrowie w przepaść nawet w trakcie leczenia

Znamy takie toksyczne relacje z filmów, choćby dwóch fantastycznych dokumentów o Amy Winehouse („Amy „) czy Whitney Houston („Whitney: Can I be me”). Ale przecież znamy je też na pewno z życia po sąsiedzku.

Zdrowa relacja z bardzo bliską osobą może wyciągnąć nas z najgłębszego dołka silnie mobilizując organizm w procesie leczenia każdej trudnej choroby. Jednak niezdrowa, na którą jesteśmy skazani więzami rodzinnymi, małżeństwem, czy stosunkiem pracy – może nas wepchnąć w otchłań, z której nie widać wyjścia.

W takich okolicznościach wyleczenie np. z choroby nowotworowej może okazać się niemożliwe. Istnieje ryzyko, że w trakcie choroby pacjent podświadomie potraktuje śmierć jako jedyną formę ucieczki z niszczącego go związku :(

Każda terapia powinna zacząć się od analizy więzi społecznych pacjenta

Gdy do dr Budwig, której leczniczą dietę promujemy na tym blogu już prawie 20 lat – trafiali nowi pacjenci, temat więzi rodzinnej, małżeńskiej, przyjacielskiej był poruszany obowiązkowo. Gdy okazywało się, że osoba chora ma jakąkolwiek toksyczną relację z kimś bliskim (chowanie urazy, pozostawanie w konflikcie, bycie obiektem znęcania, znieważania, wykorzystywania, tłumienie swoich pragnień), wówczas dr Budwig zdecydowanie nalegała, aby taką relację jak najszybciej naprawić, albo zakończyć. I poradę tą traktowała na tyle priorytetowo, że ponoć odmawiała dalszego leczenia, jeśli chory nie przystąpił do „uleczenia” swoich relacji.

„Bardzo ważne jest, aby osoba była postrzegana jako jedność ciała, duszy i ducha. To, który z tych aspektów wymaga priorytetowej interwencji, może być bardzo różne. Nadal jestem przekonana, że jeśli kobieta tkwi w bardzo niezdrowym małżeństwie, w którym musi znosić codziennie prześladowanie i szyderstwa ze strony męża, nie mogę jej pomóc nawet przy pomocy twarożku z olejem lnianym (od red.: mowa o tzw. paście dr Budwig). Istoty ludzkie potrzebują łącznie wszystkich trzech aspektów. „

Dr Johanna Budwig

Badanie Granta potwierdza naukowo zasadność zakładanej przez dr Budwig i wielu innych naturopatów tezy, że:

u człowieka z problemami relacyjnymi uleczyć chorobę jest trudno, a nawet może być to niemożliwe.

Lekarz powinien interesować się więziami społecznymi pacjenta, ale…

Dla akademickich medyków wpływ więzi międzyludzkich na zdrowie to problem znany. Wiele chorób, szczególnie przewlekłych, w tym nowotwory czy choroby serca określa się jako schorzenia psychosomatyczne, czyli powodowane zarówno przez czynniki fizyczne, jak i psychiczne.

Każdy lekarz w teorii zdaje sobie z tego sprawę, ale w praktyce przepytywanie chorego z ewentualnych problemów małżeńskich lub rodzinnych zdarza się niezwykle rzadko.

W większości przypadków lekarze ignorują tę psychiczno-relacyjną komponentę zdrowia człowieka ze względu na warunki, jakimi dysponuje służba zdrowia (ekspressowe wizyty) oraz utarte oczekiwania pacjenta. Chory przychodzi przecież do lekarza po receptę na odpowiedni lek, który od razu zadziała i złagodzi objawy choroby, a nie po porady życiowe…

A jednak to porady w wielu ciężkich chorobach są cenniejsze. Szczególnie w tych przewlekłych, gdzie styl życia (w tym i relacje z innymi) uważa się za ich czynnik sprawczy. Dlatego „życiowe porady” mogą znacznie zwiększyć szanse pacjenta na wyleczenie się.

Skoro jednak w gabinecie lekarskim nie jest o nie łatwo, warto samemu rozeznać, jakie relacje społeczne mają najbardziej destrukcyjny, a jakie najbardziej kojący wpływ na nasze zdrowie. I wyciągnąć dla siebie wnioski.

Serdeczna otwartość na drugiego człowieka pozwala czuć się lepiej

Profesor George Vaillant, jeden z dyrektorów badania Granta stwierdził wprost:

najważniejszą, najzdrowszą relacją w życiu człowieka jest miłość.

Ponieważ w naszym języku miłość ma mocno romantyczne konotacje, stwierdzenie to może niezupełnie przystawać np. do przyjacielskiej relacji między dwoma kibicami piłki nożnej :) Dlatego szukając bardziej uniwersalnego określenia dla tego, co buduje od podstaw zdrową relację, serdeczna otwartość na drugiego człowieka wydała mi się lepiej komunikować sens przesłania harwadzkich badaczy. Tym bardziej, że profesor Vaillant wyraźnie stwierdza, że:

ważne jest takie przeżywanie życia,
by nie odrzucać miłości.

A zatem ważna jest serdeczna otwartość na innych, czyli podchodzenie do innych z sercem na dłoni:

  1. otwarcie
  2. szczerze
  3. serdecznie
  4. uczynnie.

Budowanie relacji z innymi w taki właśnie sposób, daje zarówno tym innym, jak i nam samym ogromne korzyści zdrowotne utrzymując nas w dobrym, radosnym samopoczuciu, obniżając poziom stresu, wzmacniając poczucie spełnienia, czy też sensu życia. Ma to bezpośrednie przełożenie na równowagę hormonalną, a co za tym idzie sprawność całego organizmu, w tym układu immunologicznego (odpornościowego), który zawiaduje każdym procesem leczenia.

Nie ilość, a jakość relacji ma znaczenie

Wychodzenie z sercem na dłoni do każdego napotkanego nieznajomego nie dla każdego jest łatwe. Dla introwertyka np. to psychiczna tortura.

Badacze z Harwardu uspokajają jednak, że absolutnie nie chodzi o tworzenie niezliczonych serdecznych relacji.

Wystarczy jeden bliski, serdeczny związek
z małżonkiem, partnerem czy przyjacielem.

Dobra jakościowo relacja będzie mieć większy wpływ na nasze zdrowie niż geny!

Z kolei brak takiej relacji szkodzi zdrowiu niemal jak alkoholizm i palenie papierosów. Osoby samotne (nie z własnej woli) są bowiem znacznie bardziej podatne na choroby i częściej grozi im przedwczesna śmierć niż osoby posiadające bliską więź z osobą, na którą zawsze mogą liczyć.

Jak bardzo dobre relacje są istotne dla powodzenia Twojego leczenia?

Bardzo!

Są już dziesiątki badań wskazujących na rozmaite dysfunkcje wynikające z braku właściwych relacji, np. w 2001 roku opublikowano badania wskazujące, że:

  • osoby samotne cierpiące na chorobę wieńcową 2,4 raza częściej umierały na tę chorobę niż chorzy pozostający w bliskich relacjach z innymi [3]
  • słaba więź małżeńska wyraźnie osłabia układ immunologiczny, hormonalny i nerwowy małżonków[2]

Profesor Waldinger – obecny dyrektor badania Granta zauważa, że nawet odczuwanie bólu jest inne u osób z deficytami więzi. Samotni odczuwają ból fizyczny silniej!

Zjawisko allostazy

Szkodliwość braku relacji lub niewłaściwych relacji najlepiej tłumaczy chyba zjawisko allostazy i obciążenia allostatycznego ukute przez Bruca McEwana. Problemy z więziami są bowiem niemal zawsze źródłem stresu.

W sytuacjach stresowych organizm intensyfikuje jedne, a osłabia inne procesy by zachować równowagę wewnętrzną. Stan ten nazywany allostazą jest dla organizmu bardzo kosztowny.

Jeśli sytuacja stresowa, czy to toksyczny związek, czy poczucie izolacji, a zatem i allostaza utrzymują się długo, mamy do czynienia z obciążeniem allostatycznym, które powoli, ale skutecznie dewastuje zasoby życiowe organizmu. I to chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego osoby z problemami w związkach leczą się gorzej i przedwcześnie umierają.

Jak przeciwdziałać kryzysowym relacjom, by odzyskać równowagę

Bibliografia:

[1] Rowers' high: behavioural synchrony is correlated with elevated pain thresholds. Cohen EE, Ejsmond-Frey R, Knight N, Dunbar RI. Biol Lett. 2010 Feb 23;6(1):106-8. doi: 10.1098/rsbl.2009.0670. Epub 2009 Sep 15. PMID: 19755532; PMCID: PMC2817271.

[2] Marriage and health: his and hers.Kiecolt-Glaser JK, Newton TLPsychol Bull. 2001 lipiec; 127 (4): 472?503.

[3] Characteristics of socially isolated patients with coronary artery disease who are at elevated risk for mortality. Brummett BH, Barefoot JC, Siegler IC, Clapp-Channing NE, Lytle BL, Bosworth HB, Williams RB Jr, Mark DBPsychosom Med. 2001 Mar-Apr; 63(2):267-72.