Medytacja uważności (mindfulness) – w zdrowiu i chorobie – po co i od czego zacząć

data publikacji:

ostatnia edycja:

Każda myśl to elektryczna błyskawica wypalająca w naszym mózgu trwały ślad i uruchamiająca jakąś emocję. Każda emocja to koktajl konkretnych substancji przepływających przez ciało. Jak nietrudno się domyślić, negatywne myśli i emocje są dla nasz szkodliwe, podczas gdy pozytywne mogą działać jak lekarstwo w chorobie. Tak, mają działanie lecznicze, nawet przeciwbólowe! Medytując uważność uczymy się nie tylko lepiej radzić sobie z emocjami i myślami, ale i chorobami! A wystarczy zacząć od 10 minut dziennie…

Wiele chorób ma u swojego początku ciągnący się latami stres

Jakie?

Depresja, to wie każdy. Rak – tak większość z nas podejrzewa. I słusznie. Ale, żeby infekcje? Szczególnie w obecnej pandemii wydaje się to mało prawdopodobne, prawda? Wszyscy skupiają się przecież na wirusie, a nie na stresie, który serwują nam kolejne lockdowny…

Podenerwowanie, niepokój, obawy, obsesyjne myśli, huśtawka emocjonalna, bezsenność – to stany stresowe towarzyszące wielu z nas na co dzień.

„Taki już zwariowany ten świat” – usprawiedliwiamy się. Wydaje się, że damy tak radę żyć bez końca. Ale, nie, nie dajemy. I dlatego coraz bardziej chorujemy.

Stres to ogromne obciążenie dla organizmu. Nie tylko psychiczne, ale i konkretnie fizyczne. Oddziaływuje między innymi na układ immunologiczny obniżając odporność, co czyni nas bardziej podatnymi na rozwój każdej choroby, w tym infekcji.

Czy da się od niego uwolnić?

Gdzie leżą przyczyny nieszczęść?

Są osoby, które uważają, że bez trudu uwolnią się od stresu, jak tylko zmienią pracę, wezmą rozwód, dostaną premię, czy wygrają w totolotka. Być może mają rację.

Być może jednak, to nie sytuacja zewnętrzna jest problemem, ale sposób, w jaki ją postrzegamy? Ograniczenia, jakie sami sobie narzucamy? Wytyczne, którymi się kierujemy?

Nie da się tego rozsądzić żyjąc cały czas w pędzie. Aby znaleźć przyczynę stresu, choroby, kłopotów, trzeba się zatrzymać i -najlepiej – każdego dnia, choć przez chwilę pobyć z sobą sam na sam.

Potrzeba matką medytacji

Moja pierwsza próba medytacji była bardzo, bardzo dawno temu. Zakończyła się niestety napadem furii (mężu, przepraszam :). Tak czasem się zdarza. I zraziłam się.

Rok temu przemyśliwując swoje życie (wiem, że to poważnie zabrzmiało, ale od czasu do czasu warto to zrobić), doszłam do wniosku, że muszę się trochę poprawić w tym i owym. I gdy zaczęłam sprawdzać możliwe sposoby działania, okazało się, że bardzo potrzebna mi medytacja mindfulness. I że wystarczy zaledwie 10 minut codziennej praktyki, by wkrótce uzyskać oczekiwane efekty.

Medytacja mindfulness – medytacja uważności, czyli sztuka czucia tu i teraz

Bycie sam na sam z sobą to niełatwa sztuka. Sztuka czucia. Czucia samego siebie i tego, co wokół. Tak postrzegam medytację uważności (mindfulness meditation).

Czy czujesz, jak oddychasz? Czy dostrzegasz różnicę między oddechem teraz a przed chwilą?

Czy czujesz, jak i co myślisz? Czy dostrzegasz różnicę między myślą teraz a przed chwilą?

Czy czujesz, jak budzą i studzą się Twoje uczucia? Czy dostrzegasz różnicę między emocją teraz a przed chwilą?

Wystarczy, że już tylko 10 minut dziennie poświęcisz na „takie czucie”, czyli w ciszy, z zamkniętymi oczami poobserwujesz, co dzieje się w Tobie i poza Tobą, a dzień po dniu, stopniowo uspokajać się będzie Twoja głowa i serce. Poprawi się Twoja codzienna koncentracja i pamięć. Uspokoją się myśli i emocje. Wzmocni odporność. Nawet oddychać zaczniesz pełniejszą piersią… I pewnie w końcu odzyskasz sterowność w związku, pracy, czy procesie leczenia, bo mózg skoryguje kurs „autopilota”w oparciu o Twoje medytacyjne obserwacje.

Dlaczego to ważne i w zdrowiu, i w chorobie

Nasz mózg jest potężnym narzędziem zawiadującym wszystkimi procesami w naszym ciele. Większość czasu lecimy przez życie na „autopilocie”. Raz obrany kurs, który w przeszłości być może był adekwatny, dziś może prowadzić nas już na manowce.

Starożytna mądrość przypisywana Heraklitowi z Efezu głosi, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, że każda sytuacja, każda chwila jest inna. Ćwiczenie mózgu w dostrzeganiu inności każdej chwili, każdej sytuacji, pozwala wyzbywać się toksycznych przekonań i pomaga w podejmowaniu lepszych decyzji. Decyzji uwzględniających aktualne potrzeby, a nie wypływających z obranego w przeszłości kursu.

Kurs „autopilota” powinno się regularnie korygować. Bezwzględnie wymaga korekty wtedy, gdy pojawia się ciężka choroba. Wiele bowiem wskazuje na to, że to „autopilot” bezpośrednio lub pośrednio przyczynił się do rozwoju choroby, zatem utrzymanie kursu może być tragiczne w skutkach.

Najlepszym sposobem na korektę „automatycznego kursu” w mózgu, jest powrót pilota do kabiny i ogarnięcie wskazań deski rozdzielczej 🙂 Taką właśnie rolę pełni świadoma medytacja, czyli zwrócenie uwagi na tu i teraz.

Jak zacząć medytować mindfulness?

Trzeba zacząć z doświadczoną osobą. Niekoniecznie ukochaną 🙂 Niekoniecznie obecną ciałem. Jak najbardziej może być z internetu.

Internet jest pełen kursów medytacyjnych zarówno darmowych, jak i odpłatnych. Z ich pomocą medytację uważności możesz praktykować w zaciszu własnej sypialni. A poprowadzi Cię głos z nagrania. Przy jego wyborze, koniecznie zaufaj własnej intuicji. Głos ten nie może Cię drażnić.

Najbardziej odpowiednim głosem dla mnie okazała się nowozelandzka piosenkarka i nauczycielka medytacji w jednym – Monika Rhodes. Jej kurs angielskojezyczny „10 minute mind” bardzo mi odpowiada: https://the10minutemind.com/. 10 minut to ułamek czasu, który zawsze da się wygospodarować. I w tym tkwi siła tego kursu. Zaczynam z nim każdy dzień.

Z polskojęzycznych kursów wspomagałam się wieczorami darmową „prostą medytacją” Daniela Pisko, która jest dostępna jako podcast na Spotify. Jest też wersja video na YouTube.

Nie polegaj jednak na moich opiniach. Otwórz Googla i poszukaj medytacji skrojonej dla Ciebie. Życzę Ci szybkiego powrotu do steru! 🙂