Dr Budwig – sylwetka naukowca, który pokonał raka

data publikacji:

ostatnia edycja:

Dobry lekarz powinien sam długo i zdrowo żyć. Dr Johanna Budwig zmarła w wieku prawie 95 lat.  Gdyby nie wypadek, jakiemu uległa zimą 2002 roku, być może jeszcze długo wygłaszałaby błyskotliwe wykłady… Była jednym z największych chemików, a zasłynęła z opracowanej na początku lat 50-tych XX wieku diety leczniczej. Od jej nazwiska kuracja ta oparta na oleju lnianym znana jest na całym świecie jako dieta dr Budwig. Przez wielu pacjentów, a także nielicznych specjalistów – niepokornych wobec medycznego establishmentu – uważana jest za najbardziej skuteczną terapię przeciwnowotworową i przeciwmiażdżycową na świecie. Kim była dr Budwig i dlaczego o jej odkryciach nie mówi się oficjalnie?

O dr Budwig (1908-2003)

Młodość

Johanna Budwig urodziła się 30 września 1908 roku. Była półsierotą. Młodość spędziła w luterańskim Instytucie Diakonis w miasteczku Kaiserwerth koło Düsseldorfu (dziś znajduje się ono w obrębie Düsseldorfu). Było to miejsce szczególne.

Ośrodek założony został w 1836 roku przez pastora Theodora Fliednera i jego żonę Friederike jako miejsce, gdzie świadczono posługę osobom potrzebującym: samotnym matkom, więźniom, osobom chorym i biednym. Początkowo w ośrodku działał szpital i szkoła kształcąca nauczycieli i pielęgniarki. W Instytucie Diakonis kształcono też tzw. diakonki (diakonisy) – młode kobiety, które po zakończeniu szkolenia kontynuowały świecką posługę duchową i społeczną w najuboższych środowiskach. Co ciekawe, Instytut Diakonis Fliednera uchodzi za jedną z pierwszych szkół nowoczesnego pielęgniarstwa – to tutaj właśnie kurs na diakonisę ukończyła Florence Nightingale – „matka” współczesnych pielęgniarek, która uważała edukację prowadzoną w ośrodku w Kaiserwerth za wzorowy model kształcenia do służby pielęgniarskiej.

Edukacja dr Budwig rozpoczęła się właśnie w Instytucie w Kaiserwerth, który i na niej odcisnął ważny i trwały ślad na całe życie. Tam uformowała się jej społeczna postawa: bezkompromisowy światopogląd, otwartość na potrzebujących i gotowość do publicznej służby. Tam też rozpoczął się jej pierwszy kontakt z chorymi. Tak, jak i Florence Nightingale ponad pół wieku wcześniej, tak i młoda Budwig odbyła kurs dla diakonis i została pielęgniarką. Koncentrując się na posłudze chorym, po maturze postanowiła studiować farmację. Rozpoczęła studia w Królewcu, po czym kontynuowała je na Uniwersytecie w Munster na kilku fakultetach. Zdała pomyślnie egzamin państwowy z farmacji i uzyskała dyplom z chemii. Ostatecznie jednak to na fizyce skupiła swoją uwagę najmocniej – doktoryzowała się właśnie w tej dziedzinie.

Po studiach, ze względu na swoje zainteresowania naukowe, rozpoczęła pracę jako asystentka na wydziale fizyki u prof. Hansa Paula Kaufmanna – zwanego w środowisku naukowym „papieżem tłuszczu”.

Tuż przed wojną, w 1939 roku dr Budwig wróciła do Kaiserwerth, gdzie – już jako dyplomowany farmaceuta – prowadziła szpitalną aptekę. W Kaiserwerth spędziła całą wojnę.

Praca naukowa

Po wojnie wróciła do Munster. Ponownie podjęła współpracę z prof. Kaufmannem, tym razem w  Federalnym Instytucie Badań Tłuszczów, aby kontynuować badania nad metodami separacji kwasów tłuszczowych i ich szczegółowej analizy. Prace laboratoryjne zostały zwieńczone sukcesem w 1950 r. Wtedy to, wraz z prof. Kaufmannem, opublikowała pracę na temat separacji kwasów tłuszczowych drogą papierowej chromatografii. Było to przełomowe odkrycie: wcześniej, naukowa analiza tłuszczu tj. rozróżnienie jego składowych nie było możliwe.

Dr Budwig kontynuowała pracę nad uszczegółowieniem opracowanej metody badawczej oraz wykorzystaniem jej do praktycznych zastosowań w medycynie. Skrupulatnie przeanalizowała tysiące bibułek z próbkami krwi pacjentów z czterech szpitali w Munster. Badała je pod względem zawartości poszczególnych frakcji tłuszczu. . Zauważyła, że u wszystkich poważnie chorych pacjentów nowotworowych  brakuje pewnych tłuszczy we krwi . W tym  stanie choroba rozwija się bardzo gwałtownie.

Szukając remedium na ten stan rzeczy, wkrótce w centrum jej zainteresowania pojawił się olej lniany jako najlepsze źródło wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Dr Budwig zaobserwowała, że po podaniu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z oleju lnianego do próbki krwi pacjentów nowotworowych, próbki te natychmiast się normalizowały. Tak działo się nie tylko w warunkach laboratoryjnych, ale i po podaniu tych kwasów tłuszczowych pacjentom, w ramach posiłku.

Kwestia wpływu kwasów nasyconych i nienasyconych na stan zdrowia pacjentów, których próbki krwi badała okazała się bardzo istotna dla jej kolejnych odkryć. Zaobserwowała degeneracyjny wpływ długołańcuchowych kwasów nasyconych oraz kwasów trans na metabolizm komórek. Nazwijmy je „złymi tłuszczami”. Komórki, które z braku innych wbudowywały w swoją błonę komórkową „złe tłuszcze”, traciły zdolności oddechowe! Z badań wynikało, że wystarczy zamiana „złego” tłuszczu na „dobry” w diecie, aby przywrócić prawidłowe funkcjonowanie komórek.

Podobne wyniki uzyskiwano już dawniej z innymi składnikami odżywczymi: na początku XX wieku dr Eykmann – holenderski lekarz –  zaobserwował, że przyczyną rozwoju choroby beri-beri wśród żołnierzy i więźniów na Jawie, jest dieta oparta wyłącznie na białym ryżu. Gdy biały ryż zastąpiono czerwonym, chorzy zdrowieli.  Badania przeprowadzane na zwierzętach, np. gołębiach karmionych wyłącznie białym ryżem prowadziły do podobnych obserwacji: ptaki zapadały na chorobę podobną do beri-beri, ale po wycofaniu białego ryżu choroba mijała.

Od 1951 r., równolegle do swojej pracy naukowej, dr Budwig pełniła posadę starszego inspektora w Federalnym Departamencie Zdrowia. Była odpowiedzialna za zatwierdzanie leków i tłuszczów spożywczych. Tak się złożyło, że zaczęły do niej trafiać leki antynowotworowe, których działanie lecznicze oparte było na grupach tiolowych (sulfhydrylowych). Jako urzędnik otrzymywała od producentów pełną dokumentację każdego leku. Ponieważ aktualnie w ramach swojej pracy badawczej zajmowała się problemem normalizowania krwi pacjentów nowotworowych, leki te zainspirowały jej wnikliwy umysł naukowca do wkroczenia na kolejną ścieżkę badawczą, tym razem przetartą już przez innych wielkich naukowców.

Kolejne odkrycie

W 1926 roku to profesor Otto Warburg otrzymał Nagrodę Nobla z dziedziny medycyny i fizjologii za odkrycie i opisanie mechanizmu oddychania komórkowego, choć równolegle z nim odkrycie to stało się także udziałem szwedzkiego fizjologa Torstena Thunberga. Warburg  opublikował pracę, w której twierdził, że przyczyną nowotworzenia komórek jest nieaktywność enzymu oddechowego, a tym samym pozbawienie komórek tlenu.

Rozpoznano jeden z aktywatorów enzymu oddechowego: grupy tiolowe (zawierające siarkę), opisane w 1911 r. przez Torstena Thunberga . Do lat 50-tych jednak nie rozpoznano drugiego istotnego biokatalizatora, bez którego enzym oddechowy nie chciał się aktywować.

Thunberg już w 1911 r. podejrzewał, że pewne nienasycone kwasy tłuszczowe mogłyby znacznie poszerzyć stan wiedzy na temat grup tiolowych i enzymu oddechowego. Warburg  -w swoich pracach badawczych –  także brał pod uwagę tłuszcze, jako ewentualny klucz do uruchomienia enzymu oddechowego, jednakże jego próby aktywacji oddychania komórkowego przy pomocy kwasu masłowego nie powiodły się. W czasach, gdy obaj naukowcy pracowali nie było możliwości rozróżnienia poszczególnych kwasów tłuszczowych. Kwas masłowy po latach okazał się kwasem nasyconym, nie dysponującym wolnymi elektronami…

Od odkrycia Wartburga i Thunberga upłynęło ćwierć wieku, zanim dr Budwig, dzięki opracowanej metodzie separacji tłuszczów była w stanie metodycznie, krok po kroku sprawdzić każdy wyodrębniony przez siebie kwas tłuszczowy, jako możliwy aktywator procesów oddechowych w komórkach nowotworowych.

Eksperymentowała zarówno z kwasem linolenowym, jak i linolowym. To właśnie te dwa nienasycone kwasy tłuszczowe najbardziej związały się z grupami tiolowymi białek.

„Labilny atom wodoru grupy tiolowej, w połączeniu z bogatym w energię układem pi-elektronów kwasu cis linolowego lub linolenowego, lub innych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, jest warunkiem utworzenia mostka wodorowego lipoproteiny o podniesionym poziomie energii, co jest niezbędne dla całej wymiany elektronów w żywych komórkach”. Dr Johanna Budwig „Cancer. The Problem and the Solution”, str. 102

Dr Budwig odnalazła brakującą substancję, której poszukiwał do aktywacji enzymu oddechowego w komórkach sam prof. Otto Warburg – laureat Nagrody Nobla! Nieznajomośc tej substancji blokowała przez wiele lat wykorzystanie odkrycia Warburga w praktyce medycznej. Odkrycie dr Budwig otworzyło drogę do opracowania skutecznej, bo wycelowanej w pierwotną przyczynę nowotworzenia komórek, metodę leczenia raka. Niestety oprócz niej, nikt nie miał odwagi podążyć tą drogą…

Geniusz naukowy dr Budwig doprowadził ją do odkrycia.  Ale w nauce geniusz nie wystarczy, aby odkrycie mogło służyć ludziom.

Dieta dr Budwig lekarstwem na raka

Odkrycie dr Budwig jednoznacznie wskazywało, że lekarstwo na raka jest proste: tak, jak w przypadku beri-beri konieczna jest zmiana składników pożywienia z niezdrowych, na zdrowe.  Niestety ta prostota stała się wielkim problemem na drodze do oficjalnego usankcjonowania jej badań.

Bezkompromisowa, etyczna postawa dr Budwig przejawiła się w tym, że zdecydowała się przełożyć skomplikowaną wiedzę bio-chemiczną na prosty język i nauczyła innych, jak tę wiedzę stosować w praktyce. Można było przecież jej odkrycia zastosować klinicznie tak, aby pacjenci hospitalizowani na ściśle wegetariańskiej diecie otrzymywali iniekcje z odpowiednio przygotowanych lipoprotein, a jednocześnie poddawani byli politycznie poprawnej chemioterapii…

Dla wychowanej w Kaiserwerth dr Budwig niemoralnym było ukrywanie prawdy przed chorymi. Prawdy, że to co jemy wpływa bezpośrednio na rozwój choroby. Że każdy z nas może przeprowadzić swoje własne, tanie leczenie… Aby leczyć opracowała dietę – moim zdaniem – najbardziej uniwersalną i najskuteczniejszą dietę leczniczą na świecie, bazującą na życiodajnym związku zdrowych białek i zdrowych tłuszczy. Usunęła z jadłospisu wszelkie produkty szkodliwe, czyli blokujące oddychanie komórkowe (szkodliwe tłuszcze, rafinowane cukry). Na talerzu pacjenta zostawiła tylko to, co najzdrowsze: naturalne i świeże pożywienie. Mając w zanadrzu genialnie prostą metodę, poświęciła całe swoje życie leczeniu chorych.

Aby uniknąć ataków związanych z „nieautoryzowanym” leczeniem, w 1955 roku dr Budwig rozpoczęła studia medyczne w Getyndze, które ukończyła w 1957 roku. W tym czasie miała okazję – pod okiem uczelni – testować skuteczność swojej diety na pacjentach. Efekty przyniosły jej wielki rozgłos. Uczelnia zaoferowała jej włączenie diety do standarowego protokołu leczenia wraz z chemioterapią i radioterapią. Dla dr Budwig  była to jednak propozycja nie do zaakceptowania, ponieważ chemioterapia i radioterapia działały przeciwnie do jej diety,  blokując procesy oddechowe komórek. Po zakończeniu studiów odeszła zatem z uczelni i prowadziła swoją niezależną praktykę lekarską, w której – jak sama publicznie stwierdziła, a nikt temu publicznie nie zaprzeczył – aż 90 % pacjentów z nowotworami w stanach krytycznych, którym lekarze praktykujący akademicką medycynę odebrali już jakiekolwiek nadzieje na przeżycie, „cudownie” ozdrowiało. Podczas jej dietetycznej terapii wyleczeniu ulegały także inne choroby cywilizacyjne, takie jak: arterioskleroza, miażdżyca, cukrzyca i wiele innych. Zobacz: Dieta dr Budwig ? 90% skuteczność

Przez 50 lat stosowania diety w praktyce, jej zasady właściwie nie zmieniły się, nie licząc pewnych drobnych szczegółów (np. odnośnie wprowadzenia soku z papai). I choć w latach 50-tych nie słyszano jeszcze o takich substancjach antyrakowych jak np. lignany z siemienia lnianego czy też kwas elagowy, już wtedy dr Budwig kładła szczególny nacisk właśnie na spożywanie pokarmów bogatych w te substancje (np. mielonego siemienia czy też owoców jagodowych). Coraz to nowe odkrycia silnych antynowotworowych substancji potwierdzają genialne zestawienie składników w diecie dr Budwig.

W opozycji

Dr Budwig była odważnym naukowcem. W pełni przekonana o słuszności swoich tez wygłaszała je publicznie nie zważając na polityczne reperkusje. Były to treści niepopularne, uderzały w interesy bardzo silnych lobby: farmaceutycznego, spożywczego a także bezpośrednio w środowisko lekarskie. Dr Budwig głośno i przekonywująco twierdziła bowiem, że za rozwój chorób degeneracyjnych odpowiedzialne jest spożywanie wysoko przetworzonej żywności, a w szczególności olejów spożywczych i margaryn, które blokują procesy utleniania w komórkach, zmuszając komórki do fermentacji, a tym samym do nowotworzenia. Spotkała się z ogromnym oporem potentatów przemysłu spożywczego, którzy robili wszystko, aby nie dopuścić do rozpowszechniania się jej rewelacyjnych odkryć. W 1952 roku pod wpływem silnych nacisków zainteresowanych lobby straciła pracę inspektora i została odsunięta od pracy badawczej.

Występowała też publicznie przeciwko stosowanym metodom leczenia nowotworów: radioterapii i chemioterapii, jako nieskutecznych, pogarszających stan zdrowia chorego i niweczących szanse na wyzdrowienie. Niejednokrotnie stawała za to przed sądem. Sądy oczyszczały dr Budwig z niegodziwych pomówień, jednak to nie wystarczało, aby zasiany ferment uciszyć. Świat nauki nie miał odwagi, aby podążyć jej śladem, ani nawet bronić jej racji przed atakami opozycji.

Przez całe swoje życie spotykała się z bardzo skrajnymi reakcjami: albo z uznaniem i wdzięcznością uratowanych pacjentów oraz ich najbliższych, albo otwartym atakiem ze strony środowisk, których interesy poddawała w wątpliwość.  Mając na uwadze jej niekwestionowane zasługi zarówno z chemii i fizyki, jak i medycyny nieliczni naukowcy (w tym prof. Halme z Helsinek), aż 7-krotnie ponawiali jej nominacje do Nagrody Nobla. Jednak mimo, że jej odkrycie zwieńczyło dzieło noblisty Otto Warburga, okazało się zbyt niepoprawne „politycznie”, aby je promować Nagrodą Nobla…  Publiczne uznanie musiałoby się wiązać z wycofaniem z produkcji margaryn, olejów,  chipsów, batoników itd… Nie mówiąc o zupełnej zmianie kierunku leczenia chorób nowotworowych: zarzucenia pracy nad nowymi chemioterapeutykami, w które zainwestowano biliony dolarów… Nie otrzymała więc Nagrody Nobla, a jej odkrycia starano się za wszelką cenę tuszować, a samą dr Budwig dyskredytować…

Spuścizna

Naturalnie, świat medyczny nie przestał interesować się tłuszczami… Niestety naukowcy zajmujący się tą dziedziną rzadko mają wiedzę na temat tego, że drzwi już dawno zostały otwarte. Nikt dotąd nie odważył się tak kompleksowo podejść do tematu, jak właśnie dr Budwig. We wspólczesnej nauce rzadko pojawiają się omnibusi mający tak rozległą wiedzę z kilku dziedzin, jaką mogła pochwalić się dr Budwig. Są obecnie naukowcy, którzy pracują nad wpływem siemienia lnianego na wzrost prostaty u myszy. Są tacy, którzy badają wpływ siemienia na bóle miesiączkowe kobiet. Kolejni zajmują się katastrofalnym wpływem kwasów tłuszczowych trans na układ krążenia. Wszyscy zgodnie podkreślają, że mają konkretne efekty, ale zrozumienie mechanizmów to temat na kolejne „granty”… Niestety współczesny system naukowy promuje fragmentaryczne badania. Dzięki temu silne lobby finansujące naukę trzymają rękę na pulsie…

Pomimo wielkich oporów „politycznych”, odkrycia dr Budwig nabierały nieformalnego rozgłosu na całym świecie. Wyleczeni pacjenci przekazywali informacje o diecie innym. W USA powstała organizacja „People against cancer” („Ludzie przeciwko rakowi”), która bardzo przyczyniła się do spopularyzowania diety dr Budwig na całym świecie. Dr  Budwig jest tak popularna w Stanach, że zyskała nawet oryginalny przydomek: mówi się tam o niej „flaxseed lady from Freudenstadt” (Freudenstadt to miejscowość, w której mieszkała).

Choć nauka ją odepchnęła, dr Budwig nie zeszła z drogi naukowej. Poszukiwała naturalnych sposobów przedłużenia trwałości tych „dobrych”, wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Lecząc pacjentów, wnikliwie obserwowała efekty i doskonaliła terapię. Ostatnie lata pracy badawczej poświęciła biologii kwantowej i kwantowym aspektom zdrowia komórki. Poza tym niezłomnie jeździła po świecie wygłaszając wykłady, spotykała się z chorymi. Była stałym gościem sympozjum na temat alternatywnych metod leczenia raka, organizowanym przez „People against cancer” oraz ich odpowiednik w Niemczech „Menschen gegen Krebs”. Jako 90-latka pozostawała bardzo aktywna. Na wykładach imponowała swoją błyskotliwą inteligencją.

Napisałam do niej list na początku 2003 roku. Mój teść, Bogdan, od ponad 2 lat stosował jej dietę leczniczo. Chciałam podziękować za efekty.  Odpowiedź na mój list przyszła 5 maja 2003, niestety nie od niej, a od jej siostrzeńca, dr Grunewalda. Informował w liście z przykrością, że od  grudnia 2002 r. dr Budwig jest chora i przebywa w domu opieki.

W grudniu 2002 r. dr Budwig miała wypadek w domu – przewracając się złamała kość udową. Nie była w stanie sama zająć się sobą. Nie miała najbliższej rodziny.  Została umieszczona w domu opieki. I tu – niestety – musiała stoczyć swoją ostatnią walkę o dietę dr Budwig. Personel miał bowiem zupełnie inne spojrzenie na zdrowe odżywianie swoich podopiecznych. Życzenia 94-letniej staruszki traktowano jako niedorzeczne, zmuszając ją do dostosowania się do panujących w ośrodku reguł żywieniowych. Ponoć rozgoryczona dr Budwig zaczęła odmawiać przyjmowania jedzenia… Zmarła samotnie 19 maja 2003 roku…

Bardzo żałuję, że nie mogłam jej spotkać.

W 1951 tuż przed odkryciem dr Budwig, a na rok przed swoją śmiercią Torsten Thunberg już jako emerytowany naukowiec, napisał:

„Wszystkie problemy medycyny zakończą się w momencie znalezienia drugiego partnera dla grup tiolowych w systemie oddechowym komórki”.

Mylił się. Dr Budwig odkryła partnera grup tiolowych, lecz oficjalna medycyna nie wykorzystała jej odkrycia i nadal jest bezbronna w walce z rakiem.  Kto się odważy to zmienić ?

Trawestując słowa Thunberga ośmielam się stwierdzić, że:

„Wszystkie problemy medycyny zakończą się w momencie odcięcia pępowiny od finansującego ją partnera, żerującego na zdrowiu i życiu ludzi.”