Wczesne wykrywanie raka piersi – za czy przeciw

data publikacji:

ostatnia edycja:

Czy myślą Państwo, że wczesne wykrycie raka gwarantuje wyleczenie? Służyć temu mają tzw. badania przesiewowe, o których ciągle głośno. Do akcji promocyjnej, takiej jak np. Rajd Teraz Kobiety kierowane są znane, publiczne osoby. Pełnym troski głosem namawiają osoby zdrowe do poddania się tym badaniom, stawiając siebie za przykład.

„W USA oraz w krajach Unii Europejskiej uznano, że najskuteczniejszym instrumentem ograniczenia zachorowań i poprawy wyników leczenia nowotworów złośliwych są narodowe programy walki z rakiem.” 
źródło: NFZ,  Program profilaktyki raka piersi  (moje wytłuszczenie)

Na podstawie takich stwierdzeń, wczesne wykrycie raka i poddanie się procedurom onkologicznym niesie nadzieję na skuteczne wyleczenie. Z reguły lekarze obiecują trwałe wyleczenie z I stadium choroby. A że rak piersi jest przyczyną największej liczby zgonów wśród kobiet, mammograficzne badanie przesiewowe wydaje się świetnym narzędziem profilaktycznym.

Badać się czy nie badać?

Wg USA, UE, NFZ, NIL (Naczelnej Izby lekarskiej) –  jak najbardziej tak!

„Od lat najczęstszym nowotworem złośliwym u kobiet jest rak piersi. Grozi on co 16 Polce. Ponad 10 tys. zachorowań rocznie i 5 tys. zgonów, to żniwo, jakie zbiera. Szanse przeżycia należą do najniższych w Europie. W krajach, w których wprowadzono na szeroką skalę przesiewowe badania mammograficzne, jak np. w Szwecji czy Holandii, udało się zahamować wzrost umieralności, mimo wzrostu zachorowalności.”
Programy onkologicznych badań przesiewowych, artykuł zamieszczony w Biuletynie Informacji Publicznej w Okręgowych Izbach Lekarskich, opracowany na podstawie materiałów prasowych Ministerstwa Zdrowia (moje wytłuszczenie)

Przeświadczenie USA, UE, NFZ, NIL  czy jakiegokolwiek innego gremium urzędników powinno być zgodne z faktami, nieprawdaż?

Czytając informacje oparte na oficjalnych rządowych danych nie przychodzi nam do głowy je kwestionować. Obywatelka ma zaufanie do  Państwa i oczekuje, że tak oficjalne stanowiska są zgodne z faktami.  Skoro zatem w jej rodzinie zdarzały się przypadki zachorowania na raka – czuje, że powinna odpowiedzialnie zadbać o swoje zdrowie i regularnie poddawać się badaniom mammograficznym. Jeśli nowotwór i u niej miałby się rozwinąć – USA, UE, NFZ, NIL itp. twierdzą, że wykrycie choroby zanim pojawią się jej objawy daje obywatelce znacznie wiekszą szanse na przeżycie.

Czyż nie tego oczekuje się po cytatach jak wyżej?

Fakty

Fakty jednak nijak się mają do cytowanych powyżej, oficjalnych zapewnień USA, UE, NFZ, NIL…

Po raz pierwszy dowiedziałam się o tym z książki „Cień Hipokratesa” Davida H. Newmana. Autor – lekarz, w rozdziale „To nie zdaje egzaminu” pisze o zadziwiającym zjawisku dręczącym współczesną medycynę, a mianowicie o utrzymywaniu w praktyce medycznej pewnych terapii pomimo tego, że są nieskuteczne, a nawet szkodliwe.

Otóż w 2001 roku (już 11 lat temu!) w renomowanym czasopiśmie medycznym The Lancet w sekcji The Cochrane Library międzynaukowa jednostka badawcza Cochrane Collaboration opublikowała wyniki swoich badań przekrojowych. Przeanalizowała prawie pół miliona przypadków kobiet z całego świata: zarówno te, które poddawano regularnej mammografii, jak i te, których piersi badano regularnie, ale bez wykonywania mammografii. Śledzono ich losy w długim okresie czasu (od 10 do 13 lat).  Ustalono, że w obu grupach śmiertelność była taka sama!

W 2011 roku, czyli 10 lat później w artykule przekrojowym „Mammography screening ten years on: reflections on a decade since the 2001 review” (Mammografia 10 lat później: refleksje w dekadę po publikacji badań przekrojowych z 2001 r.) jeden z autorów wspomnianego badania, Peter Gotzsche pisze:

„Przez ostatnie 10 lat nasze wyniki wskazujące na wzrost mastektomii  (chodzi o nieuzasadniony wzrost mastektomii, czyli amputacji piersi) były konsekwentnie ignorowane przez zwolenników badań przesiewowych, a informacja szerzona przez wiele organizacji zajmujących się nowotworami a także przez  instytucje rządowe nadal zawiera odwrotne tezy, tzn. że badania przesiewowe obniżyły ilość mastektomii – mimo, że nie ma żadnych wiarygodnych danych uzasadaniających je. Ostatnio potwierdziliśmy, że mammografia powoduje wzrost mastektomii, korzystając z danych z duńskiego i norweskiego programu badań przesiewowych (1,2). Wykazaliśmy także, że wiele wykrytych podczas mamografii nowotworów cofnęłoby się spontanicznie, gdyby zostały pozostawione bez  leczenia. (3) Wg naszych szacunków, stopień fałszywych diagnoz w państwach organizujących programy badań przesiewowych wynosi ok. 50% (1).” źródło: Cochrane.org

Czy Państwo rozumieją?
Od conajmniej 10 lat szerzy się publicznie nieprawdziwe informacje!

Bo wbrew oficjalnym stanowiskom urzedników, które zacytowałam powyżej ze strony NFZ i NIL, mammografia nie przyczynia się, ani do ograniczenia zachorowań, ani do spadku śmiertelności!

Może i nie pomoże, ale przecież chyba nie zaszkodzi?

Badanie przesiewowe adresowane jest zawsze do konkretnej grupy społecznej. W przypadku mammografii – do kobiet w wieku pomenopauzalnym (50-69 lat), które statystycznie bardziej niż inne narażone są na ryzyko wystąpienia raka piersi.

Są 3 poważne kwestie, które pomija się promując badania przesiewowe.

Pierwsza, to fakt, że samo badanie (naświetlanie promieniami RTG) nie jest obojętne dla zdrowia.

„Obliczono, że na 10 tysięcy kobiet wykonujących profilaktycznie mammografię, w ciągu 10 lat u jednej promieniowanie wywołało nowotwór. Ponieważ w Stanach Zjednoczonych 70 milionów kobiet poddaje się profilaktycznej mammografii, mozna obliczyć, że mammografia wywołuje dodatkowo 7 tysięcy przypadków raka piersi w skali 10 lat (23).”
David H. Newman „Cień Hipokratesa”

Newman odnosi się do pracy opublikowanej przez lekarza S. A. Feiga w czasopiśmie „Cancer” w 1996 roku.

Druga kwestia: mammografia wykrywa tylko 25%  przypadków raka a dodatkowo daje wyjątkowy duży procent fałszywych wyników pozytywnych.

Innymi słowy:

  • wyjątkowo często nie wykazuje choroby u faktycznie chorych, a jednocześnie
  • wyjątkowo często wykazuje chorobę u osób zdrowych.

Co wynika z błędnego wyniku? Dla osoby chorej – ryzyko zlekceważenia ewentualnych późniejszych objawów. A dla osoby zdrowej – stres.  Parę tygodni, może miesięcy nerwów. Czy tylko?

Fałszywy pozytywny wynik skutkuje skierowaniem zdrowej kobiety na kolejne inwazyjne badania. Aby jednoznacznie określić charakter zmiany trzeba wykonać badanie histopatologiczne, tzn. pobrać wycinek tkanki i zbadać ją pod mikroskopem. W przypadku guzów piersi zwykle wykonuje się tzw.  biopsję chirurgiczną. Otwiera się pierś i wycina całego guza z dużym marginesem, po czym wykonuje się badanie pobranej tkanki.  Przeprowadza się poważny zabieg chirurgiczny, nieobojętny dla zdrowia i okalecza się kobietę mimo, że nie ma nowotwora! W przypadku dużych guzów usuwa się całą pierś… a to wszystko, mimo braku pewności, co do zasadności wyniku mammografii!

Niepotrzebna mastektomia (usunięcie piersi) to nie koniec udręki.  W oczekiwaniu na wynik biopsji chirurgicznej (a może to trwać nawet pół roku!) zdrowa kobieta z amputowaną piersią zostanie zapewne poddana chemio- lub radioterapii –  znów nieobojętnym dla zdrowia…  Stosowane na co dzień na oddziałach onkologicznych terapie dla zdrowego człowieka są rakotwórcze! Jaki procent zdrowych kobiet poddany omyłkowemu leczeniu radioterapią i chemioterapią zachoruje na raka?

Po trzecie: nieprawdziwe jest stwierdzenie, że wykrycie bardzo wczesnej fazy raka ułatwia lekarzom wyleczenie.

Gdyby medycyna znała lekarstwo na raka, radziłaby sobie z tą chorobą nie tylko w jej pierwszej – początkowej fazie, ale i w kolejnych stadiach zaawansowania choroby.

Zdroworozsądkowo: coś może być lekiem, gdy bezdyskusyjnie działa leczniczo. Niestety terapie onkologiczne nie działają skutecznie u wszystkich chorych oraz – o czym już wspomnialam – nie są bezpieczne dla osób zdrowych!

Co jednak może niektórych z Państwa zaskoczyć – chorym w tej najwcześniejszej fazie choroby też mogą zaszkodzić! Okazuje się bowiem, że spontaniczne samowyleczenia to nie cudowne, rzadkie zjawisko, którego doświadczają nieliczni, ale powszechny medyczny fakt! Efekt codziennego działania naszego układu odpornościowego. Tymczasem szpitalne leczenie onkologiczne drastycznie obniża odporność!

Opublikowane w 2011 przez naukowców Cochrane Collaboration studium populacyjne oparte na szwedzkim programie badań przesiewowych: „Historia naturalna nowotworów piersi wykrytych w trakcie szwedzkiego programu przesiewowych badań mammograficznych: badanie kohortowe” prowadzi do następującego wniosku:

„(…) naturalnym kierunkiem rozwoju wielu wykrytych podczas mammografii nowotworów piersi jest spontaniczne wycofanie się”.

Spontaniczne, czyli: bez leczenia!

Dane statystyczne

Spójrzmy na dane z najnowszego rocznika statystycznego GUS, gdzie w Tabl. 102  ZGONY WEDŁUG WYBRANYCH PRZYCZYN czytamy, że:

  • w 1980 roku na raka sutka u kobiet w Polsce zmarło 1,0 na 10 tys. ludności,
  • w 1990 – 1,1 na 10 tys. ludności,
  • w 2000 – 2,4 na 10 tys. ludności,
  • w 2005- 2,6 na 10 tys. ludności,
  • w 2009 – 2,7 na 10 tys. ludności.

Co wynika z liczb? Śmiertelnośc wyraźnie wzrasta.

Jaki udział we wzroście śmiertelności mają badania przesiewowe? To pytanie otwarte, skierowane do odpowiednich polskich, niezależnych instytucji badawczych.

Mówi się, że  liczby nie kłamią. Kłamliwa może byc jednak ich interpretacja.
Zacytuję raz jeszcze dane z NFZ:

„(…)w Szwecji czy Holandii, udało się zahamować wzrost umieralności, mimo wzrostu zachorowalności.”

Czy istnieje możliwość, żeby powyższe stwierdzenie – choć jak wiemy nieprawdziwe, w kontekście obniżenia śmiertelności w porównaniu z grupą kontrolną – było prawdziwe?

Tak, jest to możliwe, jeśli odpowiednio pomanipulujemy danymi. Mammografia w 50% wykazuje przecież chorobę nowotworową fałszywie. Mamy zatem wzrost zachorowalności. Ale jest to wzrost fałszywy, bo 50% to przecież osoby zdrowe!

I teraz ciekawe! Przymijmy, że mamy rok 1960 w jakimś państwie X. Mamografii nie znamy. Zachorowało 1 milion pacjentek. Umarło 50%  czyli pół miliona. Teraz przyjmijmy, że mamy już rok 2020 i wszystkie kobiety powszechnie poddają się regularnemu badaniu mammograficznemu, w wyniku czego dodatkowo do prawdziwie chorych dołączy jeszcze  50 % kobiet z fałszywą pozytywną diagnozą. Mamy zatem wzrost zachorowalności z 1 miliona do 1,5 miliona. Ale uwaga! Te zdrowe „chore” przecież nie umrą! Czyli mozna obwieścić sukces mammografii: wykryto 1,5 miliona przypadków, a zmarło tylko pół miliona pacjentów. Toż to spadek z 50% do 30%!

To tylko przykładowa spekulacja – manipulacja, jakiej często, oczywiście na dużo bardziej złożonych zbiorach danych – dopuszczają się rozmaite instytucje, szukające poparcia liczb dla swoich tez, bo liczby przeciez nie kłamią…

Ja w swoim prymitywnym przykładzie pominęłam oczywiście wiele niuansów, np. fakt, że zastosowane leczenie u osoby zdrowej może doprowadzic do poważnych komplikacji zdrowotnych i śmierci. A musi się tak dziać, chociażby dlatego, że choć instytucje piszą o wzroście zachorowalności, to nie śmią pisać o spadku śmiertelności, a jedynie o „zahamowaniu wzrostu śmiertelności”.  Zahamowanie wzrostu to nie to samo co spadek wzrostu…

Czemu to służy?

Czemu tak „kreatywnie” interpretuje się liczby i szuka potwierdzenia dla fałszywych tez?

„Programy te są finansowane ze środków budżetowych państwa, a działania w ramach tych programów oprócz populacyjnych badań przesiewowych obejmują także zakup nowoczesnego sprzętu diagnostyczno – leczniczego oraz działania edukacyjne w odniesieniu do społeczeństwa i kadry medycznej.” żródło: NFZ,  Program profilaktyki raka piersi

Pozwolą Państwo, że poza powyższym cytatem, pozostawię pytania bez odpowiedzi. Natomiast na koniec przedstawię historię bardzo bliskiej mi osoby, kobiety w wieku 69 lat.

W badaniach fizykalnych od lat wyczuwała w piersiach guzki. Presja społeczna nakłoniła ją do wykonania mammografii, która potwierdziła zmiany guzowate w piersiach. Zaproponowano jej leczenie chirugiczne w celu pobrania materiału histo-patologicznego.  Kobieta była obciążona przewlekłą chorobą niedokrwienną serca. Była po operacji zastawki, leczona lekami rozrzedzającymi krew. Zabieg chirurgiczny był dla niej bardzo ryzykowny, jednak onkolog uznał, że ryzyko związane z toczącą się w obu jej piersiach chorobą nowotworową uzasadania interwencję skalpelem. W przedziale 1 miesiąca wykonano 2 operacje. W trakcie pierwszej wycięto parę guzków i węzły chłonne. Druga operacja zakończyła się amputacją obu piersi. Po miesiącu od drugiej operacji kobieta nagle zasłabła w łazience. Nie udało się jej uratować. Objawy wskazywały na zator płucny. Takie właśnie ryzyko niosły dla niej operacje.

Pół roku po śmierci szpital dostarczył na jej nazwisko wynik badania histopatologiczego: w pobranym materiale nie stwierdzono złośliwych zmian nowotworowych…

Jak statystyka medyczna odnotowała ten przypadek? Chora z nowotworem piersi czy bez? Nie zmarła na nowotwora. Po prostu zwyczajna śmierć. Statystyczny sukces?

„…wczesne wykrycie nowotworu nie zawsze jest odpowiedzią na wszystko. W przypadku raka piersi spory odsetek guzów nowotworowych, być może 25% i więcej, rozwija się bardzo powoli i być może nigdy nie stworzy poważnego zagrożenia. (…) W gorączce poszukiwań raka zapomnieliśmy chyba, że prawdziwą stawką w tej grze jest ludzkie życie.”
„Cień Hipokratesa”  David H. Newman