Rolnictwo ekologiczne a zdrowie – cz. 2 – EKO dla finansów

data publikacji:

ostatnia edycja:

„Wszystko pięknie, super idea” – powiesz – „ale żywność EKO jest mega droga! Nie stać mnie.” Rzeczywiście, dla portfela żywność ekologiczna nie wydaje się korzystna. Jednak – uwierz mi – jest tak tylko na pierwszy rzut oka.

Byś mógł tanio kupić bułkę, produkuje się ją z pszenicy uprawianej przemysłowo z wykorzystaniem agrochemikaliów (pestycydów, nawozów sztucznych). Oprócz sztucznych polepszaczy piekarniczych, ta tania bułka dostarczy Ci więc pozostałości pestycydów. Pozostałości, bo wcześniej, pewna część pestycydów trafiła do płuc rolnika, a reszta do wody, w której chciałbyś się popluskać na wycieczce za zaoszczędzone na tanich zakupach pieniądze. Ale pluskanie się w wodzie z agrochemikaliami nie wyjdzie Ci wcale na dobre. Wszystkie pestycydy są środkami szkodliwymi dla środowiska i organizmów żywych. Zobacz, jakie ukryte koszty niesie w związku z tym żywność nieekologiczna.

Tanie jedzenie = większe ryzyko chemikaliów na talerzu i w środowisku

Przemysłowe rolnictwo produkuje więcej, taniej, wydajniej. Dlatego w kontekście przeludnienia Ziemi i dużych potrzeb żywieniowych, jakie dziś generuje człowiek, wydaje się bardzo sensowne. W porównaniu z rolnictwem ekologicznym dostarcza znacznie ładniejsze w wyglądzie i – co najważniejsze – znacznie tańsze produkty. Tuż po zakupach zostawia nam zatem więcej pieniędzy w portfelu. Za te oszczędności można zorganizować prozdrowotną wycieczkę. Do lasu, czy nad wodę.

Ale…

Musisz wziąć pod uwagę, że tanie nieekologiczne jedzenie jest możliwe, tylko dlatego, że do jego produkcji stosuje się ogromne ilości toksycznych pestycydów. Kupując je wystawiasz się na ich działanie. Pestycydy przechodzą zarówno do żywności, którą jesz, jak i do powietrza, którym oddychasz, czy wody, którą pijesz. Ryzykujesz więc olbrzymimi kosztami leczenia siebie i środowiska w bliskiej lub dalszej przyszłości. Nie łudź się, że Twój organizm, czy środowisko naprawią się bez dodatkowych nakładów z twojego portfela.

Pierwszy ukryty koszt taniego jedzenia – „leczenie” środowiska, które truje nas wszystkich

Tanie, przemysłowe rolnictwo czyni przyrodzie ogromne szkody. Zobacz, jak duże. Szkody te stanowią koszt na pierwszy rzut oka niedostrzegalny przez konsumenta. Trudno go dostrzec, bo – choć ogromy – jest rozłożony solidarnie na całe społeczeństwo. Wydaje się też być odłożony w czasie. Ale to nieprawda. Już teraz płacimy za wiele koniecznych działań wynikających z nieustannego zatruwania środowiska przez rolnictwo konwencjonalne.

Sam monitoring środowiska uwzględniający monitorowanie stanu wód powierzchniowych i gruntowych pod kątem zanieczyszczenia pestycydami wykonywany przez WIOŚ (Wojewódzkich Inspektorów Ochrony Środowiska) w latach 2013-2016 kosztował ponad 2, 6 miliada złotych, a oczyszczalnie ścieków wybudowane lub zmodernizowane w ostatnich latach – aż 18 miliardów złotych (źródło: raport NIK).

Co roku na koszty te i inne łożymy państwu w podatkach i rachunkach za wodę, czy ścieki. Ale to, co płacimy to stanowczo za mało w stosunku do rozmiaru szkód. Wkrótce mogą się więc pojawić nowe opłaty za powietrze i glebę, kto wie? Nie można przecież niszczyć środowiska bez końca. Aby gleba nadal nadawała się do sadzenia, woda – do picia, powietrze – do oddychania pełną piersią, a las do zdrowego relaksu, w końcu trzeba będzie wszcząć kosztowny proces rekultywacji, a nie tylko monitorować stan degradacji.

Rekultywacja zatrutego środowiska to jednak nie jedyny ukryty koszt nieekologicznego rolnictwa.

Drugi ukryty koszt taniego jedzenia – leczenie rolników

Czy to nie dziwne, że w województwie lubelskim na choroby układu oddechowego umiera więcej mieszkańców wsi niż miast? O 70%! Na choroby sercowo-naczyniowe też. Ponad 60% więcej mieszkańców wsi niż miast! (źródło: publikacja Lubelskiego Centrum Zdrowia Publicznego pt. „Różnice w stanie zdrowia mieszkańców miast i wsi województwa lubelskiego”)

Bynajmniej nie jest to specyfika województwa lubelskiego. Zwiększoną śmiertelność na choroby oddechowe i krwionośne na skutek zatrucia pestycydami dostrzega się na terenach rolniczych całego świata. Bo stosowane przeciwko szkodnikom trucizny szkodzą przede wszystkim ludziom, którzy pracują w rolnictwie. A także tym, którzy mieszkają na wsiach, czyli w bliskim sąsiedztwie upraw.

To oni są nabardziej narażeni na agrochemikalia. I częściej chorują na choroby układu krwionośnego, oddechowego, nerwowego, odpornościowego, hormonalnego, rozrodczego, no i oczywiście, nowotwory. Choć w większości nie mają o tym zielonego pojęcia.

„Spora liczba robotników rolnych, którzy używali agrochemikaliów, a następnie przeszli na emeryturę z powodu złego stanu zdrowia, zwykle umiera, nie znając przyczyny swojej śmierci.”

źródło: Sekhotha MM, Monyeki KD, Sibuyi ME. Narażenie na agrochemikalia i choroby układu krążenia: przegląd. Int J Environ Res Zdrowie publiczne . 2016;13(2):229. Opublikowano 2016 Lut 18. doi:10.3390/ijerph13020229

Produkcja tanich, konwencjonalnych płodów rolnych zawsze odbywa się kosztem zdrowia rolników. Pamiętaj o tym kupując takie jedzenie.

A ile kosztuje leczenie rolnika narażonego na pestycydy? Naukowcy oszacowali to dla niektórych krajów. We Włoszech w 1999 roku było to 1,1 mln $, a w USA w 2005 roku aż 1,5 mld $ (źródło: The hidden and external costs of pesticide use
Denis Bourguet, Thomas Guillemaud
).

Trzeci ukryty koszt taniego jedzenia – leczenie Twoje i Twojego dziecka

Wybierając tanią, masowo produkowaną żywność zastawiasz też zdrowie i życie swoje i swoich najbliższych.

Wspomniałam już, że pestycydy stosowane w czasie upraw konwencjonalnych, trafiają do żywności w postaci „pozostałości pestycydów”. Nie tylko do bułki. Także do jajek, masła, szynki, czy łososia. Bo pasza dla zwierząt też jest skażona „pozostałościami pestycydów”. Ponadto, w przemysłowej hodowli wykorzystuje się dodatkowe pestycydy, np. fungicydy chroniące stłoczone na fermach zwierzęta przed rozwojem chorób pasożytniczych.

Generalnie „pozostałości pestycydów” powinny trzymać się w ustalonych ryzach, czyli w tzw. „bezpiecznych limitach”.

Jak jednak zauważają naukowcy:

W większości przypadków stężenia nie przekraczają prawnie określonych bezpiecznych poziomów. Jednak te ?bezpieczne limity? mogą nie oddawać rzeczywistego zagrożenia dla zdrowia, jak w przypadku jednoczesnego narażenia na dwie lub więcej substancji chemicznych, które występują w rzeczywistych warunkach i mogą oddziaływać synergicznie.

źródło: Nicolopoulou-Stamati P, Maipas S, Kotampasi C, Stamatis P, Hens L. Chemical Pesticides and Human Health: The Urgent Need for a New Concept in Agriculture. Front Public Health. 2016;4:148. Published 2016 Jul 18. doi:10.3389/fpubh.2016.00148

Innymi słowy:

gdy zjadasz te dopuszczalne „pozostałości” pestycydów codziennie na śniadanie, obiad i kolację w postaci rozmaitych płodów rolnych, dostarczasz sobie koktajl chemikaliów, którego żaden naukowiec jeszcze nie zbadał.

Ich ilości nie tylko mogą się kumulować z czasem, ale też wzajemnie wzmacniać (synergia) powodując bezpłodność*, problemy z donoszeniem ciąży, niedorozwój dziecka, czy chorobę w życiu dorosłym. W każdym z tych przypadków terapia będzie drogo kosztować :(, np. tylko w kwestii leczenia niepłodności wydaje się w Polsce na prywatne metodą in vitro w Polsce średnio ok. 8 000 – 12 000 zł od pary (źródło: edziecko.pl), zaś „Rządowy program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce na lata 2021 – 2023” skierowany na kompleksową diagnostykę i leczenie niepłodności pochłonie ponad 72 miliony zł.

*Badanie z Harvardu wykazało, że kobiety, które codziennie spożywały więcej niż dwie porcje owoców lub warzyw o wysokiej zawartości pestycydów, w porównaniu z kobietami, które jadły średnio jedną taką porcję dziennie, miały o 18% mniejsze prawdopodobieństwo zajścia w ciążę i 26% mniejsze prawdopodobieństwo żywego porodu niż kobiety z najmniejszą ekspozycją (źródło: Harvard School of Public Heath).

Dzisiaj tanie jedzenie, jutro drogie leczenie

Prędzej, czy później koszt opieki zdrowotnej koniecznej do przeciwdziałania chorobom i degeneracjom spowodowanym pestycydami namacalnie dotknie każdego z nas:

  • w wymiarze jednostkowym, gdy trzeba będzie finansować własne leczenie, zakup leków czy terapii pomocniczych
  • w skali społecznej, gdy znów wzrosną składki zdrowotne, uzależnione przecież nie tylko od kondycji służby zdrowia, ale i „chorowitości”, czy niepłodności całego społeczeństwa.

?Teraz chętniej kupuję jabłka ekologiczne niż kilka miesięcy temu?

powiedział jeden z harwardzkich naukowców, autor badania o związku pestycydów z niepłodnością kobiet (źródło: Harvard School of Public Heath).

W tym wpisie chciałam cię przekonać, że rezygnując z żywności ekologicznej nie zaoszczędzisz zbyt wiele pieniędzy. Na pytanie zaś:

czy są dowody, że bułka z ekologicznej mąki ma mniej pestycydów, a osoby jedzące ekologiczne jedzenie są rzeczywiście zdrowsze?

odpowiem w części 3. Wkrótce.