Wakacje z witaminą D

Do wakacji w tropikach najlepiej przygotowani są ci, którzy przez cały rok korzystali ze słońca. Dlaczego? Bo odpowiednia ilość witaminy D we krwi jest wiązana m.in. z mniejszym ryzykiem poparzenia słonecznego. Czy wiesz, ile minut na słońcu potrzebujesz, by wytworzyć odpowiednią ilość witaminy D?

Potrzebna ilość światła nie jest dla wszystkich taka sama

Już lato. Wyjdź z „jaskini”. Rozbierz się i zrelaksuj na słońcu. Nie masz wpływu na ilość promieniowania, które dociera do miejsca, w jakim się znajdujesz. Masz jednak wpływ na to, jaką powierzchnię skóry i na jak długo poddasz jego działaniu. Od tego zależy, ile witaminy D wyprodukujesz, a od witaminy D zależy zdrowie każdej Twojej komórki, nie tylko kości i zębów, jak dawniej nas uczono. Dlatego wykorzystaj wakacyjne słońce najlepiej, jak się da!

Spójrz na ilustrację (źródło:http://www.is.gd/timeinsun):

witD-ekspozycja-na-słoncu-a-wit-D-seattle-sandiego.jpg

Schemat zaczerpnęłam z portalu http://www.vitamindwiki.com i polecam go wszystkim angielskojęzycznym czytelnikom. Przedstawia ilość minut nasłonecznienia potrzebnych do wytworzenia witaminy D w ilości 40 ng/ml przez osobę o jasnej karnacji (taki poziom witaminy D rekomenduje jako minimum m.in dr Mercola) w zależności od szerokości geograficznej i wieku osoby (na to nie masz wpływu) oraz pozycji ciała i ubioru (na to masz wpływ).

Porównano nasłonecznienie w 2 miastach amerykańskich: północnym Seattle i południowym San Diego. Jeśli chodzi o szerokość geograficzną, położenie Seattle jest podobne do Budapesztu na Węgrzech, a San Diego – do gorącego Tel Awiwu w Izraelu. Pozwolę sobie zatem na następujące przybliżenie do naszych europejskich wakacyjnych realiów.

Wakacje w Budapeszcie

Załóżmy, że jesteś młodym, białym, 25-letnim turystą i w słoneczne letnie południe spacerujesz w Budapeszcie ubrany w długą lnianą koszulę i dżinsy. Potrzebujesz prawie 3 godziny, aby wytworzyć odpowiednią ilość witaminy D na twarzy i dłoniach (witamina D wytworzy się tylko na bezpośrednio nasłonecznionej, odkrytej skórze).

Jeśli chodzi z Tobą również biała, 65-letnia babcia, podobnie ubrana jak Ty, ona – jak każda osoba starsza z upośledzoną biosyntezą witaminy D – powinna posiedzieć w południe na słońcu 3 x dłużej  czyli aż 9 godzin! Ale przecież południe nie trwa od rana do wieczora (najlepsze warunki nasłonecznienia UVB to między godziną 10:00 a 14:00).  Zatem babcia spędzając cały dzień na zewnątrz ubrana od stóp do głów w najbardziej nawet przewiewną długą szatkę z długim rękawem, nie zapewni sobie wystarczającej ilości witaminy D z biosyntezy wystawiając do słońca jedynie twarz i dłonie.

Wystarczy jednak, że oboje rozbierzecie się. W strojach kąpielowych oboje skrócicie potrzebny czas nasłonecznienia aż 6 razy. Wtedy Tobie w szortach wystarczy już tylko półgodzinny spacer po Budapeszcie, a Babci – w bikini :) – ok. 1,5-godzinny.

Ale jeśli nie macie, aż tyle czasu, w takim razie połóżcie się (w strojach kąpielowych oczywiście) pod pałacem w Budzie. Najlepiej na leżaczku, tak, aby ciało ustawić prostopadle do padających promieni słonecznych. Leżąc, skrócicie potrzebny czas ekspozycji o połowę.

Wakacje w Tel Awiwie

Gdybyście mieli okazję poopalać się z babcią na plaży w Tel Awiwie, dla Ciebie wystarczy już nie 30 minut słońca, jak w Budapeszcie, ale tylko 7 minut, by wytworzyć odpowiednią ilość witaminy D.

Babcia zaś powinna się jak zawsze opalać ok. 3 x dłużej, co daje ok. 20 minut wylegiwania się na plaży w Tel Awiwie. To oczywiście czas potrzebny do ekspozycji w porze między 10:00 a 14:00, bo już rano lub po południu – trzeba na plażowanie przeznaczyć 2 x więcej więcej czasu. I jeszcze dodatkowo 2 x więcej czasu, jeśli zamiast leżeć, chcielibyście jednak pospacerować po plaży o poranku (to razem 80 minut spaceru o poranku)…

Aj aj, zapomniałam dodać, że babcia jest otyła. :( Nadwaga 2 x zwiększa jej zapotrzebowanie na czas nasłonecznienia. W Tel Awiwie będzie jej dużo łatwiej wypełnić normę. W Budapeszcie – znacznie, znacznie trudniej. Tam pewnie mimo opalania, nie wytworzy wystarczających rezerw witaminy D. Nic zatem dziwnego, że nawet w czasie słonecznego lata wiele osób cierpi na niedobory witaminy D. Nie tylko w naszych umiarkowanych szerokościach geograficznych.Jak pisze Timothy Ferriss, w swojej książce „4-godzinne ciało:

„Nawet pomimo wiecznie panującego lata, w subtropikalnym Miami [szerokość geograficzna: 25°47’16″N, długość geograficzna: 80°13’27” W] zaskakująco często stwierdza się u ludzi niedobory witaminy D.”

Ubiór, kolor skóry, nadwaga, podeszły wiek – co jeszcze ogranicza biosyntezę witaminy D

W schemacie, który pozwoliłam sobie anegdotycznie zilustrować nie zostały wzięte pod uwagę inne zależne od nas czynniki, które osłabiają oddziaływanie promieni UV, a tym samym upośledzają biosyntezę „cudownej” witaminy D nawet w najbardziej słonecznych miejscach na Ziemi.

„Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje się w stosowaniu filtrów przeciwsłonecznych i unikaniu kontaktu z promieniami słonecznymi.”

-pisze Ferriss. Nie jest w tej opinii osamotniony. Filtry UV i ich „zasługi” dla zdrowia są poruszane przez wielu alternatywnych terapeutów. Jest to temat na kolejne obszerne opracowanie, zatem teraz bardzo krótko, ale węzłowato:

Filtry UV w kosmetykach blokują dostęp UVB i UVA do skóry. W połączeniu z naszym cywilizowanym stylem życia, w którym „przewlekłe” unikamy słońca ucząc się i pracując w pomieszczeniach, stanowią najpowszechniejszą przyczynę narastających niedoborów witaminy D nawet w letnie miesiące. Skutek: coraz częściej diagnozowana krzywica u dzieci…

Są i inne czynniki, które osłabiają biosyntezę witaminy D, które powinniśmy wziąć pod uwagę, np.:

  • duża opalenizna (im ciemniejsza opalenizna, tym dłużej powinniśmy się wystawiać na promienie słońca; ciemnoskórzy Afrykańczycy potrzebują 5 x więcej czasu niż biali)

 

  • nadużywanie kosmetyków (częste mycie ciała mydłem niszczy warstwę lipidową naskórka – tzw. sebum czyli łój – to właśnie z zawartego w nim 7-dehydrocholesterolu tworzy się witamina D)

 

  •  wystawianie się na działanie promieni słonecznych operujących przez szkło (szkło zatrzymuje promienie UVB, które powodują biosyntezę witaminy D, ale przepuszcza promienie UVA, które gdy długa operują na skórze np. przez szybę samochodu wytracają nasze rezerwy witaminy D)

 

  • niski poziom cholesterolu w diecie – tak, tak, witamina D tworzy się z pochodnej cholesterolu, dzięki witaminie D maleje ryzyko wielu chorób, nie tylko serca

 

  • stosowanie niektórych leków „rabujących” np. magnez (magnez jest konieczny do przeprowadzenia procesu aktywacji witaminy D) lub antyoksydanty (antyoksydanty potrzebne do wyłapywania wolnych rodników aktywowanych w skórze przez fotony)

 

  • choroby nerek (nerki przeprowadzają ważny proces aktywowania powstającej w skórze witaminy D, gdy ich praca jest upośledzona, konwersja witaminy D w postaci kalcydiolu 25-OH-D do postaci w pełni aktywnego biologicznie kalcytriolu 1,25-OH-D może być niewystarczająca)

 

 

A co z poparzeniami słonecznymi, które prowadzą do raka

No dobrze, powiesz, a co z rakiem skóry? 40 minut wylegiwania się mojej bladej, otyłej babci na plaży w Tel Awiwie, na pewno skończy się poparzeniem, rakiem skóry i kataraktą. Filtr SPF50 i ciemne okulary w takich warunkach to konieczność.

Tak, istnieje taka ewentualność, że babcia zostanie na słońcu poparzona, szczególnie, jeśli przez cały rok nie wyściubiała nosa ze swojej sypialni, zajadając się chipsami przed telewizorem, a do tego ma chore nerki.

Ale pomyślmy logicznie. Czyżby nasza ewolucja przegapiła fakt szkodliwości promieniowania UV i pozostawiła nas bezbronnymi narażając na kancerogenne skutki poparzeń? Wg mnie, niemożliwe.

Czy wiesz, że:

  1. obecnie największy na świecie odsetek nowotworów skóry odnotowuje się w Australii i Nowej Zelandii nie wśród tubylców, ale białej ludności napływowej?W mediach oczywiście nie akcentuje się faktu, że Aborygeni, Maorysi, Polinezyjczy nie chorują na raka skóry. Nie uwzględnia się też „biurowego” stylu życia przeważającego u białych mieszkańców, u których rosną zachorowania, podobnie jak i nie weryfikuje się popularności stosowania przez nich filtrów UV w kosmetykach, czy też zażywania leków zwiększających wrażliwość skóry na promieniowanie UV, nie mówiąc o weryfikowaniu diety pod kątem dostarczania zalecanej ilości naturalnych ochronnych antyoksydantów z surowych warzyw i owoców.

    Rosnący odsetek raków przypisuje się tylko słońcu, które silniej penetruje w związku z rozległą dziurą ozonową nad Antarktydą i mniejszym zanieczyszczeniem powietrza na południowej półkuli. A przecież rdzenni mieszkańcy tych rejonów o ciemnej skórze nie chorują na raka częściej mimo dziury ozonowej (barwnik skóry – melanina – pełni rolę filtra ochronnego w skórze). Jak można mniemać ich ciemna skóra genetycznie przystosowana do panujących warunków oświetleniowych uwzględnia okresowe zwiększenie UVB np. w wyniku utraty ozonu a atmosferze. Tylko u białych mieszkańców przybyłych z Europy czy Ameryki Północnej obserwuje się wzrost zachorowań.

 

  1. przebywanie na słońcu poprzedzające diagnozę czerniaka złośliwego rokuje lepszą przeżywalność?Badania naukowe mogą sugerować, że odpowiedni początkowy poziom witaminy D zgromadzony w skórze na skutek poprzedzających diagnozę ekspozycji pełni rolę ochronną przed poparzeniami słonecznymi, a do tego oddziaływuje pozytywnie na układ immunologiczny usprawniając tym samym leczenie choroby nowotworowej.

 

  1. ilość melaniny, jaką produkujemy, aby dzięki opaleniznie ograniczyć ewentualny szkodliwy wpływ UV na naszą skórę zależy bezpośrednio od ilości światła, jakie dociera do naszych oczu?Dlatego opalanie w okularach przeciwsłonecznych jest bardzo szkodliwe. Dostarcza organizmowi fałszywych danych. Przez okulary widzimy mało światła, i choć skóra się nam smaży, przysadka nie wszczyna interwencyjnej produkcji ochronnej melaniny.Od tego mamy zmysły by czerpać przez nie faktyczne dane z otoczenia. W oparciu o te dane (bodziec) organizm wybierze najlepszą możliwą reakcję, testowaną miliony lat nie na królikach, ale ludziach. Tych poprzednich i współczesnych wersjach :)

 

Słońce – lecząca siła helioterapii

Patrząc na letnie słońce, widzę nie zagrożenie chorobą, ale okazję do wyzdrowienia. Nie dziwię się wcale, że pierwszą rzeczą jaką dr Budwig ordynowała terminalnie chorym pacjentom nowotworowym, było wyprowadzenie ich z sal szpitalnych i poddanie działaniu światła słonecznego.

Stosowana od tysiącleci helioterapia (eksponowanie na działanie promieni słonecznych w celu leczniczym) nadal pomaga medykom w leczeniu najrozmaitszych dolegliwości – od łuszczycy po depresję. Czy to wyłącznie zasługa witaminy D? Na pewno nie. Medycyna nie tylko nie umie wytłumaczyć wielu już obserwowanych mechanizmów działania witaminy D, ale też uczciwie deklaruje, że spodziewa się, że promieniowanie słoneczne indukuje więcej nierozpoznanych jeszcze zależności z naszą fizjologią.

Na szczęście ciało człowieka działa w oparciu o geny, a nie publikacje naukowe. Dlatego, gdy z rodziną znów wyłożymy się tego lata na plaży gdzieś we Włoszech lub Hiszpanii, jak zwykle nie nałożymy na siebie ani kremów z filtrami UV, ani okularów przeciwsłonecznych, by jak najlepiej spożytkować słoneczną „mannę z nieba”. Jak unikniemy raka? Jeśli skóra będzie niemiło rozgrzana lub gdy oczy zmęczą się blaskiem słońca, wówczas przejdziemy do cienia. Tak, po prostu :)

Pora przywrócić zdrowy rozsądek w obcowaniu z naturą i na powrót nauczyć się odczytywać sygnały dawane przez zmysły, by jak najlepiej wykorzystywać docierającą do nas – zarówno ze słońca, jak i z pożywienia – energię. To energia jest kwintesencją Twojego zdrowia.

Słońce jest dla zdrowia zbyt ważne, bym zakończyła na osobistym manifeście. :) Podeprę się więc na koniec opinią fachowca. Richard Weller – lekarz dermatolog i naukowiec badający mechanizm uwalniania przez promieniowanie UV kolejnej cennej dla zdrowia substancji jaką jest tlenek azotu – tak podsumował swoje 13-minutowe wystąpienie na TEDx w Glasgow, w Szkocji:

Owszem, światło słoneczne stanowi główny czynnik ryzyka raka skóry, ale liczba zgonów na skutek chorób serca jest sto razy większa niż liczba zgonów na skutek raka skóry. Uważam, że musimy być bardziej świadomi, zważyć zagrożenia i korzyści. Jaka ilość światła słonecznego jest bezpieczna i jak możemy ustalić, co jest najlepsze dla naszego zdrowia?

Gorąco polecam Ci obejrzenie całego wykładu. Mam nadzieję, że przekonasz się, by absolutnie nie unikać słońca tego lata. Nie tylko ze względu na witaminę D, tlenek azotu tak ważny dla zdrowego serca, ale zapewne i inne mechanizmy jeszcze nie poznane przez badaczy, a rozgrywające się w naszych mądrych ciałach od urodzenia :).

Słońce to lekarz nad lekarzami. „Gdzie słońce nie dotrze, tam lekarz musi” – mówi włoskie przysłowie. Nie zmarnuj więc tego lata!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Otyłość i nadwaga, TO może pomóc, Zdrowa aktywność fizyczna i środowisko, Zdrowe ubranie i kosmetyki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *