Seks w chorobie – cz.1

Nie, nie żartuję. To poważny temat. Z kilku powodów.

Popęd seksualny jak papierek lakmusowy

Znamy wiele czynników chorobotwórczych. Nie jest jasne jednak, dlaczego tylko u części osób narażonych na nie rozwija się konkretna choroba. Medycyna koncentruje się na szukaniu winowajcy w genach. Istnieją wszakże takie sfery naszego życia, które odgrywają niebagatelną rolę w skutecznym pielęgnowaniu zdrowia. Są to dieta, sprawność fizyczna, udane więzi emocjonalne oraz… seks. Lekarz rzadko pyta o te kwestie podczas badania. Tymczasem mają one ogromny wpływ na nasze codzienne samopoczucie, a tym samym i zdrowie.  Mogą generować albo silny chorobotwórczy stres, albo mnóstwo prozdrowotnej satysfakcji.

Libido doskonale odzwierciedla stan naszego zdrowia. To naturalne w świetle potrzeby zachowania gatunku.  Rozmnażać powinny się przecież osobniki najzdrowsze. Spadek popędu seksualnego powinien być zatem jednym z pierwszych sygnałów utraty zdrowia. Zwykle znacznie wyprzedza inne objawy choroby przewlekłej. Zatem gdy przewlekle chory pacjent zaczyna z powrotem przejawiać zainteresowanie sferą seksualną, dla mnie jest to daleko bardziej przekonywujący dowód na jego zdrowienie, niż wyniki badań laboratoryjnych.

Seks – fizjologia, relacje, stres i energia

Małpy bonobo są bardzo rzadko eksponowane w ogrodach zoologicznych, bo – jak tłumaczą zajmujący się nimi zoolodzy – jako jedyne z człekokształtnych mają bardzo podobne zachowania seksualne do ludzi, co może wprowadzić zwiedzających w nie lada zakłopotanie. Uprawiają “wyrafinowany” seks nie tylko w celach rozmnażania.  Jest on dla nich codziennym “narzędziem” do podtrzymywania bliskich i czułych więzi partnerskich, m.in. niezawodnym sposobem na zażegnywanie konfliktów! Dzięki swoim codziennym praktykom seksualnym społeczność bonobo należy do jednych z najbardziej wyluzowanych na świecie!

U nas ludzi, podobnie jak u kuzynów bonobo, zachowania seksualne także wychodzą poza prokreację. Dzięki temu mamy możliwość korzystania z dobrodziejstw płynących ze współżycia przez cały rok. Fizjologiczne, potwierdzone medycznie następstwa zbliżenia nie ograniczają się jedynie do narządów płciowych. Wzrost ciśnienia, przyspieszona akcja serca to ogólne reakcje organizmu wyzwalane w czasie stosunku. Wraz z nimi poprawia się dotlenienie i odżywienie wszystkich komórek. Pojawiające się później odprężenie daje poczucie spokoju i spełnienia. Czy można się więc dziwić, że bonobo uprawiające seks na okrągło w ogóle nie przejawiają agresji?

No dobrze, ale jak się to wszystko ma do choroby?

Wg starożytnych systemów medycznych, takich jak medycyna chińska, czy indyjska ajurweda zachowania seksualne odgrywają bardzo istotną rolę w przepływie energii życiowej (chi, prana) w organizmie i …. między organizmami. Zakłócenie przepływu energii życiowej prowadzi do rozwoju choroby.

Zewnętrzną manifestacją energii jest nasz poziom aktywności, także seksualnej oraz wyrażane przez nas emocje (gniew to bardzo rzadka emocja w rodzinie bonobo!). Seksualność jest zarówno wyrazem naszej energii, jak i sposobem na jej zyskanie. W czasie każdego zbliżenia dochodzi do wymiany energii między organizmami. W okresie dzieciństwa bliskość z ciałem matki jest normalnym zjawiskiem koniecznym dla prawidłowego, zdrowego wzrostu młodego organizmu. Jak wiele kontakty cielesne dają i dziecku i matce sprawdzono już na przykładzie wielu eksperymentów, w tym i tych bardzo okrutnych, gdy pozbawiano małpiątka jakiegokolwiek kontaktu zaraz po urodzeniu. Cielesna bliskość dziecka z rodzicem, w dorosłym życiu ulega transformacji w kontakty seksualne z partnerem.

Medycyna akademicka nie zajmuje się narazie ani tematem przepływu energii w organizmie, ani tym bardziej między organizmami. Dostrzega jednak, że wiele chorób, w tym  nadciśnienie, cukrzyca, czy choroby nowotworowe nie są uwarunkowane wyłącznie obiektywnymi, fizycznymi czynnikami. Medycyna konwencjonalna wprowadziła zatem pojęcie choroby psychosomatycznej: choroby, która rozgrywa się w ciele, ale która najprawdopodobniej rozwinęła się na skutek pewnych psychicznych, czy też emocjonalnych przeżyć pacjenta. Stres psychiczny został już oficjalnie uznanym czynnikiem chorobotwórczym.

Seks postrzega się jako czynnik łagodzący stres, zarówno przez bezpośrednio wyzwalane pozytywne emocje, jak i przez pogłębienie więzi z partnerem, co wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, pozwala poczuć się potrzebnym itp. Brak bliskości, brak więzi nie sprzyja zdrowiu. Bez względu na to, czy patrzymy na ten problem okiem lekarza ajurwedy, czy psychologa.

O walce z chorobą Alzheimera, diecie dr Budwig, lucernie i diecie zgodnej z grupą krwi.

Poniższy artykuł przesłała nam 3 lata temu pani Krystyna Penkala. Na naszą prośbę, dzieli się w nim swoim doświadczeniem w walce z chorobą Alzheimera.
Pani Krystyno, jesteśmy bardzo wdzięczni za poświęcony czas!

Piszę te słowa z wewnętrznej potrzeby niesienia pomocy wszystkim tym, którzy jej bezskutecznie poszukują, pomocy w walce o zdrowie i godne życie dla swoich bliskich, dotkniętych ciężką “nieuleczalną” chorobą.

Mija dziesięć lat odkąd zmagam się z chorobą Alzheimera. To właśnie ta straszna choroba stała się udziałem mojej mamy i mnie jako jej opiekunki. Przez pierwsze osiem lat, zdając się na działanie tzw. medycyny konwencjonalnej, choroba rozwijała się można rzec książkowo, nie zostawiając wątpliwości, co do trafności postawionej diagnozy. Diagnozy przerażającej, bo niedającej szans na jakąkolwiek poprawę stanu zdrowia ani nawet na zatrzymanie postępów choroby.

W obliczu pogarszającego się stanu zdrowia, bezsilności oficjalnej medycyny, pomna swoich pozytywnych doświadczeń, a przez to darząca ogromnym zaufaniem naturalne metody lecznicze, ani na chwilę nie ustawałam w poszukiwaniu pomocy ze strony medycyny alternatywnej, opierającej się na leczeniu przyczyn, nie tylko skutków trawiących nas chorób. W listopadzie 2003 roku, kiedy to tak naprawdę straciłam nadzieję, niespodziewanie nastąpił przełom w leczeniu. Właściwie trafniej byłoby napisać odbicie od dna, ponieważ w tym czasie stan zdrowia psychicznego i fizycznego mojej mamy, dobiegał kresu swoich możliwości. Skrajne wycieńczenie organizmu i listopadowe chłody spowodowały rozwój zapalenia płuc. Po podaniu mamie serii antybiotyków, obserwując niestety tragiczne, wyniszczające skutki ich działań ubocznych, zdecydowałam się na leczenie infekcji metodą naturalną. Odstawiłam antybiotyki, a w ich miejsce zaczęłam podawać duże dawki czosnku, trzy razy dziennie po cztery, pięć świeżo roztartych ząbków (aby wykorzystać aseptyczne właściwości tego specyfiku, należy spożyć świeży czosnek, jednak nie wcześniej niż 15 minut po jego rozdrobnieniu, jest to jeden z najsilniej działających naturalnych antybiotyków).

W tym czasie był to z mojej strony akt rozpaczy, jednak jak się później okazało zrobiłam wreszcie coś naprawdę “mądrego”. Powoli, ale systematycznie zaczęły ustępować objawy zapalenia płuc. W tym samym czasie natknęłam się na książkę amerykańskiego lekarza, naturoterapeuty Petera J. D’Adamo pod tytułem “Jedz zgodnie ze swoją grupą krwi. Encyklopedia zdrowia”. Dzięki niej uzmysłowiłam sobie jak kardynalne dla naszego zdrowia jest prawidłowe odżywianie. Słowa Hipokratesa ? niech pożywienie będzie dla was lekarstwem a lekarstwo pożywieniem?, stały się dla mnie w pełni zrozumiałe. Więcej informacji na temat medycyny naturalnej znajdziecie Państwo na Primanatura.pl

Co znaczy prawidłowe odżywianie w kontekście najnowszych odkryć a w szczególności diety zgodnej z grupa krwi? Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednym zdaniem. Przyzwyczajono nas do tego, że odżywianie i medycyna to dwie różne sprawy. Rzadko uzmysławiamy sobie, że to właśnie jedzenie, za pośrednictwem skomplikowanych procesów zachodzących w organizmie, ma wpływ na każdą z komórek naszego ciała. Grupa krwi nie jest obojętnym czynnikiem w tym procesie. Pełni miedzy innymi funkcję zaworu kontrolnego układu immunologicznego i trawiennego, nadzoruje zdolności organizmu do przetrwania i rozwoju. Autor diety w swoich książkach szczegółowo wyjaśnia mechanizm pozytywnego i negatywnego reagowania poszczególnych grup krwi na różne pokarmy. Wyjaśnia również szczegółowo naukowe i antropologiczne przesłanki do powstania czterech odrębnych grup krwi. Gdyby nie przemiany, jakie zaszły w strukturze krwi, nie przetrwałby gatunek ludzki. Każda z czterech grup ewoluowała pod wpływem rozwoju fizjologicznego gatunku ludzkiego i zmieniających się warunków klimatycznych. Grupa krwi odegrała znaczącą rolę w procesach adaptacyjnych, które w toku ewolucji uzbrajały nasz system odpornościowy przeciwko nowym wirusom i bakteriom, przystosowywała czuły system trawienny człowieka do nieznanych mu dotąd pokarmów. Tak, więc grupa krwi stanowi swego rodzaju dziedzictwo decydujące o naszej indywidualności.

W tym miejscu pozwolę sobie wrócić do historii mojej mamy. Zaczęłam ściśle i rygorystycznie stosować zasady diety zgodnej z grupa krwi, licząc na to, że chociaż spowolnię lub zatrzymam postęp choroby. Teraz, po prawie dwóch latach od jej zastosowania, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że następuje jej powolny regres. To nie chwilowa poprawa zdrowia, to stały, systematyczny do niego powrót. W przeciągu kilku miesięcy dietetycznej kuracji stało się oczywiste, że przyjmowane wcześniej przez mamę lekarstwa psychotropowe byłyby tylko zbędnym balastem zatruwającym jej organizm. Ostre objawy choroby psychicznej zupełnie ustąpiły i tak jest do dziś. Powoli mama wyrywa się z objęć demencji, staje się coraz bardziej komunikatywna, zaczyna na nowo rozumieć i interesować się otaczającym ją światem.

W marcu tego roku natknęłam się na stronę internetową Pani Alicji Krzywańskiej (Primanatura). Z wielkim zainteresowaniem przestudiowałam zamieszczone tam materiały. Moją szczególną uwagę zwróciła dieta dr Budwig. Stała się ona dla mnie kolejnym potwierdzeniem na to, że dzięki diecie można pokonać nawet najgroźniejszą chorobę. Od kwietnia stosuję kanony żywieniowe tej diety w powiązaniu z dietą zgodną z grupa krwi. W praktyce oznacza to wyłączenie z jadłospisu niektórych zalecanych przez dr Budwig pokarmów a niewskazanych ze względu na grupę krwi. W przypadku grupy ?A?, bo taką ma moja mama, jest to rezygnacja na przykład z ziemniaków, pomidorów, papryki, pomarańczy, mandarynek, bananów, na rzecz brokułów, marchwi, pietruszki, cebuli, pora, czosnku, grapefrutów czy cytryn. Lista pokarmów jest oczywiście o wiele dłuższa, te wymienione przeze mnie stanowią tylko przykład na negatywne lub pozytywne oddziaływanie pożywienia na organizm w zależności od posiadanej grupy krwi. Trudno mi autorytatywnie stwierdzić, że jest to najsłuszniejsze rozwiązanie, ale na pewno nie osłabia działania ani jednej, ani drugiej kuracji zdrowotnej. Mam nadzieję, że jest wręcz przeciwnie, bo efekty są nadspodziewanie dobre. Coraz częściej mama mile mnie zaskakuje niebywałą od kilku lat jasnością umysłu. Na razie są to chwile, ale chwile piękne, powtarzające się coraz częściej i trwające coraz dłużej.

Pasta dr Budwig, oprócz niezaprzeczalnych walorów zdrowotnych, okazała się bardzo smaczna, daje mi wiele nowych możliwości kulinarnych, których nie miałam stosując tylko dietę grupy krwi. Znakomicie zastępuje mi śmietanę czy majonez, a przez to wzbogaca jadłospis o potrawy, z których dotychczas musiałam zrezygnować. Świetnie nadaje się do mizerii z ogórków, stanowi bazę sosów do surowych i gotowanych jarzyn, koktajli z truskawkami czy jagodami. Wraz z czosnkiem, kiełkami lucerny, poppingiem z amarantusa lub otrębami owsianymi jest smacznym, leczniczym śniadaniem dla osób z grupą krwi ?A?.

W tym miejscu chciałabym zachęcić do regularnego spożywania kiełków z ziaren zbóż. Są one niezwykle cennym źródłem witamin i składników mineralnych. Łatwo można je wyhodować w domu. Znali je już bardzo dawno temu mieszkańcy Dalekiego Wschodu i z powodzeniem wykorzystywali przyrządzając różne potrawy. Kiełki dostarczają organizmowi to, co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania – wiele witamin m.in. A, C, PP a także składników mineralnych ? potas, żelazo, cynk, magnez, fosfor. Kiełki zawierają tych składników więcej niż ziarna, z których zostały wyprodukowane. Dodatkowym plusem przemawiającym za kiełkami jest to, że są bardzo dobrze przyswajalne przez organizm i lekkostrawne. Kiełki lucerny (alfalfa) zawierają rzadko występującą w roślinach witaminę B12, poza tym są bogate w witaminy A, C i D oraz lecytynę. Poprawiają pamięć, mają właściwości pobudzające.

Kiełki rzodkiewki dzięki dużej ilości witaminy C podnoszą odporność organizmu. Zawierają dużo siarki, dlatego wpływają korzystnie na stan skóry, włosów i paznokci. Kiełki pszenicy obfitują w żelazo, miedź, witaminę B6. Są wskazane dla osób zmęczonych i zestresowanych, poprawiają trawienie. Kiełki soczewicy zawierają dużo żelaza, magnezu i witaminy C. Dobrze wpływają na stan zębów. Kiełki soi są wyśmienitym źródłem żelaza, witaminy C i B1. Regularne ich zjadanie koi nerwy, dodaje energii i apetytu. Kiełki słonecznika mają dużo cynku i żelaza. Najkorzystniej jest hodować je samemu, bo są zawsze pod ręką i zawsze świeże. Najwygodniej to robić w specjalnym pojemniku, z nasion niezaprawianych chemicznie, dostępnych w sklepach ze zdrowa żywnością. Do mojej hodowli wybieram oczywiście tylko te nasiona, które są zgodne z mamy grupą krwi.

Na szczególną uwagę i szersze omówienie zasługują wspomniane już wcześniej kiełki lucerny, z których walorów zdrowotnych mogą korzystać wszyscy, za wyjątkiem osób o grupie krwi ?0?. W medycynie ludowej od dawna wykorzystywano niezwykłe właściwości lecznicze lucerny, powszechnie kojarzonej raczej z rośliną pastewną. Obecnie badania naukowe potwierdzają, że części lucerny znajdujące się nad ziemią, a zwłaszcza jej liście, zawierają znaczne ilości beta karotenu, witamin B, C, D, E i K oraz soli mineralnych: potasu, żelaza, wapnia i fosforu. Te dwa ostatnie składniki są bardzo pożyteczne dla kości i zębów. Dzięki wysokiej zawartości chlorofilu lucerna ma także działanie odtruwające. Angielska nazwa lucerny brzmi alfalfa. To słowo pochodzenia arabskiego znaczy ojciec i prawdopodobnie ma związek z jej nadzwyczajnym działaniem wzmacniającym i leczniczym. Z sukcesem można ją stosować przy ostrych i przewlekłych zaburzeniach trawienia. Pomaga w leczeniu wzdęć, wrzodów i braku apetytu, ponieważ, podobnie jak surowa kapusta, jest bogata w witaminę U. Alkalizujące właściwości lucerny wykorzystuje się do leczenia wrzodów trawiennych powstających w miejscach, w których błona śluzowa traci odporność na trawiące działanie kwasów żołądkowych (w przełyku, żołądku lub w jelicie). Działanie to wspiera węglan magnezu, często dodawany do nowoczesnych preparatów.

Lucerna zawiera też substancje przeciwgrzybicze, dlatego wzmacnia działanie bakterii Acidophilus. Lucerna jest dobrym, naturalnym środkiem przeczyszczającym, moczopędnym i obniżającym gorączkę. Poznano również jej działanie zapobiegające powstawaniu wola (powiększeniu tarczycy). Lucerna wspomaga wchłanianie i przyswajanie węglowodanów, białka, wapnia, żelaza i innych pierwiastków śladowych. Lucerna lub jej wyciąg, działa szczególnie korzystnie na osoby w starszym wieku. Wzmacnia system immunologiczny, spowalnia proces starzenia się. Zwiększa siłę życiową, wydolność fizyczną, zapewnia lepszy sen. Lucerna wspomaga leczenie ostrego i przewlekłego zapalenia pęcherza moczowego lub prostaty, zmniejsza też bóle reumatyczne i wspomaga laktację. Swoje działanie rozwija powoli, ale jest ono gruntowne. Lucerna zawiera duże dawki witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, być może, dlatego połączenie kiełków z pastą dr Budwig opartej przecież na oleju lnianym, daje u mojej mamy tak dobre rezultaty lecznicze.
Dłuższa kuracja może spowodować kumulację witamin, dlatego po 2-3 miesiącach należy zrobić w niej miesięczną przerwę.

Biolog, Frank Bouer, nazwał lucernę wielkim uzdrowicielem. W zielonych liściach tej rośliny odkrył osiem enzymów niezbędnych dla naszego organizmu. Ponadto stwierdził, że w 100 gramach lucerny zawarte jest 8000 j.m.  witaminy A oraz od 20000 do 80000 j.m. witaminy K. Ta druga wspomaga krzepnięcie krwi i zapobiega zbyt dużej utracie krwi podczas miesiączkowania. Również osobom, które często miewają krwotoki z nosa, może pomóc witamina K, zawarta na przykład w wyciągu z lucerny. Długo trwająca biegunka może być jednym z objawów niedoboru witaminy K. Osoby zażywające leki zmniejszające krzepliwość krwi (tzw. antykoagulanty), bez konsultacji z lekarzem nie powinny stosować preparatów zawierających witaminę K.

Całkiem niedawno przeczytałam w jednym z artykułów stwierdzenie, że choroba Alzheimera jest chorobą szoku oksydacyjnego. Przed szkodliwym wpływem oksydantów bronią organizm, tak zwane antyutleniacze. Słowa te stanowią potwierdzenie na słuszność podjętej i prowadzonej przez ze mnie kuracji leczniczej, obfitującej w błonnik, będący miotłą do wymiatania zanieczyszczeń pokarmowych, w antyutleniacze takie jak czosnek, cebula , brokuły, produkty z mąki z pełnego przemiału oraz w zieloną herbatę, stanowiącą sposób na porcję pełną przeciwutleniaczy, których moc wielokrotnie przewyższa pod tym względem, działanie witaminy C.

Na zakończenie muszę wspomnieć o pozytywnych skutkach zdrowotnym, jakich doświadczyłam osobiście, poprzez eliminację produktów żywnościowych, zawierających bezpośrednio w swoim składzie chemiczne dodatki konserwujące, poprawiające smak czy wygląd. Parę lat temu przez prawie pół roku cierpiałam na chroniczną biegunkę. Nie wiem, jaki byłby tego finał, gdybym przypadkiem nie natrafiła na listę szkodliwych dodatków żywnościowych. Po jej przestudiowaniu dotarło wreszcie do mnie, że większość z nich jest albo rakotwórcza, albo utrudniająca przemianę materii. Zrobiłam sobie ?rachunek sumienia? i zrezygnowałam całkowicie z żywności tak ?wzbogaconej?. Po tygodniu wiedziałam już, że był to strzał w dziesiątkę. Stopniowo wszystkie nieprzyjemnie objawy choroby ustąpiły. Jednak nawet teraz po kilku latach od opisanej sytuacji, muszę się ich bezwzględnie wystrzegać. Chemiczne zanieczyszczenie żywności jest zmorą naszych czasów, trudno nie wpadać w tego typu pułapki, zapewniam jednak, że warto je wyeliminować z codziennej diety, dając w ten sposób odpocząć wątrobie i tak już nadmiernie obciążonej przez zanieczyszczenia z gleby, powietrza czy wody.

Nie ukrywam, że propagowany przez ze mnie sposób na uzyskanie i utrzymanie dobrej kondycji zdrowotnej, pochłania wiele czasu, wymaga cierpliwości, dużego samozaparcia i walki z nałogiem złego jedzenia. Jestem przekonana, że w ten sposób można skutecznie walczyć nie tylko z chorobą Alzheimera, ale także z wszystkimi innymi chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak nowotwory, Parkinson, choroba niedokrwienna serca czy cukrzyca. Gorąco wszystkich do tego zachęcam, bo o zdrowie trzeba nieustannie zabiegać, często walczyć o jego odzyskanie, jak napisał nasz narodowy wieszcz Jan Kochanowski ” szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakuje, aż się zepsuje”. Podobno zdrowie to nie wszystko, ale na pewno wszystko bez zdrowia, to nic.

Z poważaniem
czytelniczka Primanatury
Krystyna Penkala