Chory na raka potrzebuje „Wesołych Świąt” — jak temu sprostać? Poradnik.

data publikacji:

ostatnia edycja:

Gdy w rodzinie ktoś cierpi na nowotwór lub inną poważną chorobę, wydaje się, że życzenia „Wesołych Świąt” są nie na miejscu. Też tak to czułam. Dlatego zamiast „Wesołych Świąt” życzyłam „Spokojnych Świąt”, myśląc: „Niech się już nic strasznego nie wydarzy”. Łączyłam się w bólu, myśląc: „Taki dramat, a tu Święta. . . Niech będą chociaż spokojne.” Dziś uważam, że się myliłam. Dlaczego? Wyjaśniam to w tym wpisie w kontekście radosnej świątecznej magii, która potrafi leczyć i ciało, i duszę. Dzielę się też praktycznymi wskazówkami, jak mądrze się nią posłużyć szczególnie wtedy, gdy członek rodziny jest bardzo ciężko chory.

Magia świątecznej nadziei a wpływ psychiki na leczenie raka

Dzień powszedni to rutyna, w której rzadko gości radość. Wystarczy jednak, że na horyzoncie pojawi się Wigilia i już na duszy robi się lżej: „Jakoś dotrwam do Świąt”.

To dlatego sklepy „karmią” nas świątecznym wystrojem już od listopada. W ten sposób chcą nas zmobilizować do działania. . . w sensie: do zakupów. Ten silny psychologiczny mechanizm „nadziei na coś dobrego” można wykorzystać w każdej ciężkiej chorobie, np. takiej jak rak.

Pacjent onkologiczny podlega bowiem bezdusznej rutynie: badania, nerwy, wyniki, nerwy, diagnoza, nerwy, leki, nerwy, konsultacje, nerwy. . . Życie w tym trybie może stać się dla niego „nieznośne”. W chorobie to bardzo zły sygnał.

Święta mają tę niezwykłą moc, że wybijają z każdej nieznośnej rutyny. Bo w Święta robimy wszystko inaczej niż na co dzień. Lepiej. I na to właśnie czekamy — na tę lepszą inność. Na wigilijny barszcz z uszkami, choinkę, prezenty.

W mózgu dzieje się wtedy wiele dobrych rzeczy, m.in. nastraja się on na Święta tak, żeby przeżyć je uważnie, czyli „tu i teraz”. A to dla ciała oznacza jedno: „Harmonię”.

Kiedy chory przestraja swoje myśli z rutynowego trybu „stresu” na świąteczny tryb „harmonii”, w jego ciele zachodzi prawdziwa rewolucja, ponieważ odczuwane emocje są de facto biochemicznymi sygnałami wysyłanymi do komórek.

Przykładowo, gdy komórki odpornościowe odbierają sygnał lęku lub frustracji, odporność spada. Ale gdy dociera do nich nadzieja i radość — odporność wzrasta.

Badania prowadzone przez dr. Davida Spiegela z Uniwersytetu Stanforda już ponad dekadę temu wykazały, że stan psychiczny pacjenta bezpośrednio wpływa na przeżywalność w chorobie nowotworowej. [1].

Praktyczne wskazówki

Planuj Święta z wyprzedzeniem

Nie odkładaj spotkań ani rozmów telefonicznych z chorymi na same Święta. Organizuj je choćby parę dni wcześniej. Nie pytaj wtedy o badania, wyniki, diagnozy itd. Zamiast tego rób z chorym plany, omawiając, co i jak przygotować w Wigilię, a co i jak w pierwszy dzień Świąt, w drugi. . .

Można zapytać np.: „Tato, jak doprawić ten barszcz, żeby smakował jak u babci?„. Odpowiadając, chory przestanie czuć się pacjentem, a poczuje się jak ekspert i głowa rodziny. Odzyska poczucie kontroli, co sprawi, że jego ciało przestanie w końcu zalewać kortyzol.

Podsycaj „apetyt na Święta”, działając na wszystkie zmysły

Odwiedzając chorego przed Świętami, zabierz ze sobą stroik z prawdziwej jodły — nie sztuczny! Naturalny zapach igliwia trafi prosto do układu limbicznego, odpowiedzialnego za emocje. Zmieni chemię mózgu w ułamku sekundy. Na lepsze.

Magia świątecznych prezentów a biochemia altruizmu

Każda ciężka choroba uzależnia człowieka od pomocy innych. To uzależnienie uderza w poczucie godności. Chory przestaje czuć się kowalem własnego losu, a zaczyna czuć się ciężarem dla rodziny. Czasem pragnie, by„to wszystko” skończyło się szybciej, bo nie chce już przyjmować więcej poświęcenia bliskich, gdy sam nie może im już niczego zaoferować. Takie nastawienie sprawia, że szanse na wyleczenie spadają.

I w tym momencie z odsieczą przychodzi drugi ważny element świątecznej magii, czyli prezenty, które dajemy sobie nawzajem. W Święta nie ma jednej obdarowywanej osoby. Każdy jest jednocześnie dającym i obdarowywanym.

Żeby magia świątecznych prezentów zadziałała jednak należycie, nie można o nich myśleć jak o kolejnej powinności, kolejnym punkcie na liście zakupów. A jak inaczej?

Mądry Marshall Rosenberg, którego niezwykle cenię, nieustannie podkreślał, że dawać należy z serca, czyli:

  • z radością i bez poczucia obowiązku czy oczekiwania rewanżu,
  • z intencją sprawienia radości lub innego pozytywnego uczucia.

Dawanie z serca to działanie altruistyczne, które sprawia dużo dobrego obu stronom. Okazuje się bowiem, że gdy mózg skupia się na tym, by sprawić radość komuś innemu, od razu sam siebie za takie działanie nagradza! Jak? Zaczyna produkować dopaminę.

Dopamina to nie tylko „hormon szczęścia” . To także impuls dla silniejszej motywacji oraz wyzwalacz naturalnych środków przeciwbólowych, takich jak naturalne opioidy, które mogą ukoić ból fizyczny lepiej niż tabletka. [2]

Praktyczne wskazówki

Nie odbieraj choremu radości z obdarowywania innych

Nawet, jeśli ledwo trzyma się na nogach, nie mów, tak jak ja kiedyś: „Mamo, o nic się nie martw, ja za Ciebie kupię tacie prezent„. Bardzo tego dzisiaj żałuję, ponieważ w ten sposób pozbawiłam moją mamę dopaminowej nagrody.

Zamiast tego powiedz: „Mamo, tylko Ty wiesz, jaka książka ucieszy tatę. Usiądźmy razem przy tablecie i pomóż mi ją wybrać”. Takie przeglądanie książek, swetrów, skarpetek czy zdjęć do wydruku to dla chorego ważny proces twórczy, inicjujący dawanie z serca. A więc nasączający mózg hormonem szczęścia.

Doceniaj dary sercem — Twoja wdzięczność leczy

Twoja reakcja na dar to też dar — dar wdzięczności. Niech nie wypłynie z głowy, ale z serca. Wtedy przyniesie dużo dobrego zarówno osobie, do której kierujesz wdzięczność, jak i Tobie, odpalając Ci dopaminę.

Dlatego nawet jeśli dostaniesz „zwyczajny” drobiazg, choćby skarpetki, nie oceniaj, że to niewiele. Wczuj się w sytuację osoby, która wręczyła Ci właśnie ten prezent. Podejdź, spytaj: „Dlaczego taki wzór wybrałaś?„. Wyraź autentyczną ciekawość. Uśmiechnij się. Twoja radość i wdzięczność to najlepsze „suplementy diety”, jakie możesz podać choremu.

Magia świątecznej wspólnoty a walka z izolacją i samotnością w chorobie

Trzeci ważny, magiczny element Świąt to poczucie przynależności. Często rodzina w dobrej wierze izoluje chorego, mówiąc: „Nie idź tam, bo on potrzebuje spokoju” albo: „Niech on zje w sypialni, bo go zapachy drażnią”.

Takie zachowania to utrwalanie bólu i smutku. To także nieświadome wypychanie chorego poza nawias, czyli wykluczanie ze wspólnoty. A osoba wykluczona to osoba samotna.

Samotność jest trucizną. Podnosi poziom interleukiny IL-6, która jest białkiem napędzającym procesy zapalne. Dlatego izolacja chorego jest największym wrogiem procesu leczenia.

Badania prof. Julianne Holt-Lunstad pokazują, że izolacja społeczna i samotność przyczyniają się do przedwczesnej śmiertelności. Są tak samo szkodliwe dla zdrowia jak palenie 15 papierosów dziennie! [3][4]

Antidotum na to szkodliwe działanie samotności jest tylko jedno: włączenie do wspólnoty, czyli odnowienie więzi społecznych. Mogą to być więzy rodzinne, ale nie muszą. Bo nie trzeba utrzymywać wielu kontaktów. Wystarczy jeden życzliwy człowiek, z którym połączy nas szczera więź — przyjaciel od serca. I nie trzeba przebywać z tym człowiekiem non stop. Czasem wystarczą cotygodniowe rozmowy telefoniczne lub spotkania co miesiąc.

Święta dają nam najlepszy możliwy pretekst, by do takich rozmów i spotkań powrócić. I to w najlepszy możliwy sposób, bo intensywny i radosny! W takich warunkach, według badań prof. Julianne Holt-Lunstad, szanse na pokonanie ciężkiej choroby mogą wzrosnąć o 50%. [3]

Jak to możliwe? To nie magia, ale znów czysta biochemia. Tak jak w przypadku nadziei czy dawania z serca — każde z uczuć to sygnał dla komórek, aby coś konkretnego robić. Poczucie więzi z innymi to sygnał do produkcji oksytocyny — hormonu więzi. Oksytocyna działa jak tarcza ochronna, która wycisza stres i oznajmia komórkom: „Zagrożenie minęło, mamy zasoby, możecie skupić się na regeneracji i walce z chorobą. Jesteście potrzebni”.

I dzieje się to tylko za sprawą wspólnego śmiechu, śpiewania kolęd, wzajemnych uścisków itp. O tym, jak są ważne, napisałam już więcej tutaj: Więzi międzyludzkie kluczem do długiego życia, zdrowia, szczęścia i jakie wnioski płyną z tego dla chorych

Praktyczne wskazówki

Szukaj kompromisów, by choć na chwilę wyrwać chorego ze szponów samotności

Jeśli chorego drażnią zapachy potraw lub na sam widok jedzenia zbiera go na mdłości, poproście wspólnie lekarza o silniejszy lek przeciwwymiotny na ten jeden wieczór wigilijny. Gdy uda się posadzić chorego przy stole pełnym życzliwych bliskich, magia wspólnoty może przedłużyć działanie leku.

A jeśli chory się zapiera i twierdzi, że absolutnie nigdzie się nie rusza i nie chce z nikim spotykać w tym stanie, bo jest zmęczony i musi odpocząć? Powiedz, że rozumiesz, ale prosisz o wspólne spotkanie chociaż na chwilkę. Nalegaj, że to bardzo ważne dla Ciebie, dla całej rodziny, ponieważ nie wyobrażasz sobie, by można było spędzić Święta bez niego. Obiecaj przy tym, że gdy tylko poczuje zmęczenie, bez słowa sprzeciwu odprowadzisz go do jego sypialni. Czasami już 15 minut wspólnej radości przy stole wystarczy, by nakarmić organizm dawką oksytocyny, która będzie go wspierać przez resztę samotnego wieczoru.

Rozegraj odwiedziny w szpitalu jak sztafetę, by nie męczyć chorego ponad miarę

W przypadku odwiedzin szpitalnych zastosuj „sztafetę” — rozpisz z rodziną grafik tak, aby nie wpadać z wizytą do chorego wszyscy naraz na 5 godzin. Niech wizyty będą krótkie — wystarczy 15 minut, ale częste. Na przykład córka przychodzi rano, a syn wpada po południu. Wieczorem wnuki dzwonią na wideo-rozmowę po kolacji wigilijnej. Reszta nagrywa krótkie filmiki z radosnymi życzeniami. Chory może je odtwarzać w kółko, karmiąc swój organizm poczuciem wspólnoty. Dzięki temu będzie czuł serdeczną obecność bliskich przez cały dzień, wcale nie męcząc się tłumem.

Nie zapomnij o dotyku!

Dotyk to najprostszy i najszybszy sposób na wyzwolenie oksytocyny. Kiedy trzymasz bliską osobę za rękę, przesyłasz potężny sygnał: „Jesteś bezpieczny”. To właśnie ten prosty gest sprawia, że serce chorego zaczyna bić spokojniej.

Magii Wesołych Świąt jest więcej

Święta to nie tylko magia nadziei, prezentów i wspólnoty. To także magia świątecznych zapachów, świateł, kolorów, dźwięków i smaków, które wyzwalają w nas pozytywny nastrój i sprzęgniętą z nim biochemię.

Nie oznacza to jednak, niestety, że da się z jej pomocą cofnąć każdą chorobę. Czasami będzie ona zbyt zaawansowana, a organizm zbyt zmęczony. Bardzo prawdopodobne jednak jest, że mimo to chory znajdzie siłę, by przeżyć Święta z bliskimi i zostawić im dobre wspomnienia.

Potwierdzają to badania: ludzie umierają zazwyczaj po urodzinach i ważnych świętach, a nie przed nimi! [1]. Dlatego jeśli to mają być ostatnie Święta spędzone z chorym, niech będą jak najbardziej radosne.

Ostatnia praktyczna wskazówka

Życzmy chorym i ich rodzinom Wesołych Świąt, przypominając, że jest to możliwe

Radość nie jest luksusem dla zdrowych. To podstawowa potrzeba człowieka. Niezwykle ważna w chorobie, bo uodparniająca, motywująca, przeciwzapalna i przeciwbólowa. Zamiast łączyć się w bólu — póki życie trwa — połączmy się z chorymi w radości!

Bibliografia:

[1] Mind Matters in Cancer Survival – PMC

[2] Altruistic behaviors relieve physical pain | PNAS

[3] Social Relationships and Mortality Risk: A Meta-analytic Review – PMC

[4] Clearing the Air: Using Tobacco Prevention Lessons for Social Connection – PMC

Autor: Alicja Krzywańska-Podermańska
Copyright: Primanatura Piotr Podermański 2006-