Wykrywanie raka w kropli krwi czyli o starych i nowych markerach nowotworowych

Wyobraź sobie, że istnieje jedno bezpieczne i proste badanie przesiewowe z krwi (screening), które może wykryć każdego raka w bardzo wczesnej fazie. Jest to badanie, którym wciąż zajmują się naukowcy i zanim trafi do praktyki medycznej upłynie jeszcze zapewne parę lat. Badanie to, w odróżnieniu do stosowanych obecnie, wykrywa we krwi “złe”, prorakowe tłuszcze specyficzne dla każdego nowotwora. Jedno badanie – prosta odpowiedź, niezależnie od rodzaju raka.

Czytaj dalej Wykrywanie raka w kropli krwi czyli o starych i nowych markerach nowotworowych

Jak wygląda badanie krwi diagnozujące raka wg dr Budwig

Pracując w Instytucie Badań nad Tłuszczami pod okiem profesora Hansa Paula Kaufmanna (1889-1971) – jednego z największych autorytetów od tłuszczów w tamtych czasach – dr Budwig opracowała badanie przesiewowe do diagnozowania raka, znane w literaturze jako Der Cauda-Test nach Budwig (Hämogramm nach Budwig). Stosowała je w czasie swoich badań nad nowotworami w 4 szpitalach w Munster. Badanie to w świetle dzisiejszych odkryć należy uznać za pionierskie i przełomowe.

Czytaj dalej Jak wygląda badanie krwi diagnozujące raka wg dr Budwig

Złe tłuszcze przyczyną raka, cukrzycy i innych chorób czyli jak nauka odkrywa prorakowe lipidy i w ten sposób potwierdza racje dr Budwig

Znów natrafiłam na ważną publikację naukową, która w mediach przedstawiana jest entuzjastycznie jako osiągnięcie najnowsze!, rewolucyjne!, przełomowe! w badaniach nad rakiem. Tym razem naukowcy odkryli, że raka można zdiagnozować badając, jakie tłuszcze znajdują się we krwi pacjenta. Jeśli w próbce krwi znajdują się konkretne “złe” tłuszcze, wówczas niemal ze 100%-ową pewnością można stwierdzić obecność choroby nowotworowej. Jak to się ma do dokonań dr Budwig, która już w latach 50-tych XX wieku twierdziła, że rak to “tłusty problem”?

Czytaj dalej Złe tłuszcze przyczyną raka, cukrzycy i innych chorób czyli jak nauka odkrywa prorakowe lipidy i w ten sposób potwierdza racje dr Budwig

Autyzm a odporność – zastosowanie Transfer Factor u dzieci autystycznych

Ponad 20 lat temu dr Herman Hugh Fudenberg – wtedy już 68-letni profesor immunologii z USA – w czasopiśmie Biotherapy opublikował badanie, z którego wynika, że po zastosowaniu immunoterapii Transfer Factorem można uzyskać trwałą poprawę u dzieci zarówno z autyzmem, jak i z zaburzeniami ze spektrum autyzmu.

Czytaj dalej Autyzm a odporność – zastosowanie Transfer Factor u dzieci autystycznych

O hemochromatozie, Alzheimerze, anemii, epidemiach, słabych mężczyznach, kaszkach dla niemowląt i coraz bardziej chorych dzieciach – czyli o żelazie, którego powinno być w sam raz, ale nie za dużo

Uważaj na żelazo, bo Twój mózg może zardzewieć od środka! To nie żarty. Nie suplementuj go swobodnie. Bardziej prawdopodobna jest śmierć z nadmiaru, niż niedoboru żelaza. Nadmiar żelaza może bowiem pogrążyć Twoje szanse w walce z wirusami, bakteriami, grzybami a nawet rakiem. Bo “nowe życie”, które ma zamiar rozpanoszyć się w naszych ciałach, właśnie na żelazie rośnie w siłę.

Czytaj dalej O hemochromatozie, Alzheimerze, anemii, epidemiach, słabych mężczyznach, kaszkach dla niemowląt i coraz bardziej chorych dzieciach – czyli o żelazie, którego powinno być w sam raz, ale nie za dużo

“Survival of the Sickest” – książka, która może wydłużyć życie

Survival of the Sickest” (pol. Przetrwanie najchorowitszych) – to pierwsza książka popularno-naukowa napisana przez Sharona Moalema – lekarza, biologa i wynalazcę – z redaktorską pomocą doradcy i autora przemów prezydenta Clintona – Jonathana Prince?a. Napisana prostym językiem, wartko i niezwykle ciekawie. Bardzo gorąco polecam ją amatorom lektur popularno-naukowych, a także tym wszystkim, którzy przeczuwają, że współczesna medycyna zabrnęła w ślepą uliczkę i z niecierpliwością wyczekują znaku odwrotu. Myślę, że “Survival of the Sickest” jest takim znakiem.

Czytaj dalej “Survival of the Sickest” – książka, która może wydłużyć życie

Bezpieczne szczepienia? Jeszcze nie teraz, ale już wkrótce!

Jeśli jesteś zwolennikiem szczepień i szczepisz własne dziecko, zapewne denerwuje Cię głos antyszczepionkowych “oszołomów” i chętnie zamknąłbyś im usta. Czy święty spokój na pewno leży w Twoim interesie?  Społeczna kontrola nad bezpieczeństwem systemu szczepień w Polsce istnieje tylko dzięki tzw. “antyszczepionkowcom”. Im  też- tak jak Tobie – zależy na bezpieczeństwie i zdrowiu szczepionych dzieci. Nie hejtuj ich działań z automatu. Posłuchaj uważnie, dlaczego twierdzą, że szczepienia nie są teraz bezpieczne. To wystarczy, by przyspieszyć zmiany na lepsze.
Czytaj dalej Bezpieczne szczepienia? Jeszcze nie teraz, ale już wkrótce!

Wakacje z witaminą D – gdzie i jak długo wylegiwać się na słońcu


Do wakacji w tropikach najlepiej przygotowani są ci, którzy przez cały rok korzystali ze słońca. Dlaczego? Bo odpowiednia ilość witaminy D we krwi jest wiązana m.in. z mniejszym ryzykiem poparzenia słonecznego. Czy wiesz, ile minut na słońcu potrzebujesz, by wytworzyć odpowiednią ilość witaminy D?

Czytaj dalej Wakacje z witaminą D – gdzie i jak długo wylegiwać się na słońcu

Grypa a “efekt wybielacza” – c.d.

“Grypę a efekt wybielacza” opublikowałam najpierw na salonie 24. Napisałam, że znajomy lekarz nie poprzestał na praktykowaniu medycyny w jedyny słuszny sposób, czyli ten nauczany na akademiach medycznych i szkoleniach organizowanych przez firmy farmaceutyczne i próbuje skutecznie pomóc pacjentom korzystając z wiedzy zdobywanej na własną rękę.

No i dostało się bohaterowi mojego wpisu zaocznie od sceptycznych komentatorów Salonu. Za co? Czytaj dalej Grypa a “efekt wybielacza” – c.d.

Grypa a “efekt wybielacza”

Rozmawiałam przez telefon z kolegą lekarzem zatroskanym o zdrowie swoich dorosłych dzieci. Nie poprzestał na praktykowaniu medycyny w jedyny słuszny sposób, czyli ten nauczany na akademiach medycznych i szkoleniach organizowanych przez firmy farmaceutyczne. Dlatego próbując skutecznie pomóc pacjentom, przez lata poszerzał swą wiedzę na własną rękę. Czytaj dalej Grypa a “efekt wybielacza”

Entuzjazm i odwaga lekarza kluczem do zdrowia pacjenta

Znów naszła mnie refleksja na temat stanu służby zdrowia. Znów po rozmowie z lekarzem. Na co dzień obserwuje, co dzieje się z chorymi, którzy wkroczyli na szpitalną ścieżkę leczenia i to go naprawdę przeraża. Czemu się tak dzieje? Czy to kwestia niedofinansowania służby zdrowia? Brakuje przecież pieniędzy na sprzęt, leki, zdrowe jedzenie dla pacjentów, godziwe wynagrodzenie dla personelu… Czytaj dalej Entuzjazm i odwaga lekarza kluczem do zdrowia pacjenta

Lecznicza dieta dr Budwig

Upowszechnianie wiedzy o diecie dr Johanny Budwig w Polsce zaczęliśmy z mężem już w 2002 roku. Wtedy jeszcze pod adresem internetowym firmy teścia: www.abee.linart.pl. W tym czasie nie było żadnych źródeł, z których można było czerpać wiedzę o antyrakowej diecie z serka i oleju lnianego w języku polskim. Tymczasem mój teść, u którego wykryto guza nerki, już od 2 lat stosował ją z powodzeniem (jego 12-letnią historię leczenia opisałam tu: Historia Bogdana się kończy). Czytaj dalej Lecznicza dieta dr Budwig

Zderzenie weterynarza z lekarzem

Dziś zupełnie przypadkowo natknęłam się na bardzo ciekawy blog: “Weterynarz po godzinach…”, pisany przez dr Maję Ingarden, panią weterynarz, która wraz z mężem weterynarzem, dr. Jackiem Ingardenem prowadzi lecznicę weterynaryjną Therios w Myślenicach. Na blogu można znaleźć nie tylko opisy rozmaitych przypadków czworonożnych pacjentów, często nietypowych i trudnych. Część wpisów poświęcona jest pasjom rodziny państwa Ingardenów i to właśnie te pasje naprowadziły mnie na ten fantastyczny blog. Zaczęłam od wpisu o łucznictwie konnym, a skończyłam na: “NIEŁATWO BYĆ PACJENTEM… ŚWIEŻE REFLEKSJE W TEMACIE SŁUŻBY ZDROWIA… ” i tenże szczególnie polecam do lektury.

Czytaj dalej Zderzenie weterynarza z lekarzem

Łuszczyca – czy skuteczna immunostymulacja dietą i innymi środkami jest możliwa?

Jedna z naszych czytelniczek i pierwszych klientek z łuszczycą. pani Marta, ok. 50 lat, od wczesnego dzieciństwa zmagała się z silną łuszczycą. Oto, co napisała mi w kwietniu 2006, po około 2 miesiącach stosowania preparatu na odporność*:
“Co do postępów w walce to są minimalne, a może więcej niż minimalne. Są miejsca gdzie skóra jest prawie gładka, ale tego w tym roku jest tak dużo, szczególnie uda i pośladki, że te nieliczne poprawy mało mnie cieszą. Na pewno nie pojawiają się nowe zmiany, a to już sukces, bo pora roku sprzyja łuszczycy. Zwiększyłam melatoninę, narazie doszłam do 10 mg, od kilku lat zażywam melatoninę, ale 3 mg tak jak napisali w książce stosownie do wieku. Jestem dobrej myśli i czekam na słońce.”

Bardzo się cieszę, że pani Marta była cierpliwa, bo już w lipcu przysłała kolejnego maila, tym razem bardzo radosnego.

Czytaj dalej Łuszczyca – czy skuteczna immunostymulacja dietą i innymi środkami jest możliwa?

Zażywasz statyny? Miej się na baczności! – cz. 2

Mój tato zmarł 2 czerwca 2011 roku w wyniku tzw. NZK (nagłego zatrzymania krążenia). Jego ostatnie dni w śpiączce opisałam w artykule “Śpiączka i co dalej”. NZK nie przydarzyło się bez przyczyny. Mój ojciec przez 4 miesiące przed śmiercią zmagał się z ogromnie ciężkimi objawami postatynowej rabdomiolizy, czyli rozpadem mięśni spowodowanym przez statyny – leki przeciwcholesterolowe.  Czytaj dalej Zażywasz statyny? Miej się na baczności! – cz. 2

Leczenie “poza systemem” – prawdziwe relacje

Nie znam dotąd osoby, która sięgnęłaby po alternatywne metody leczenia wyłącznie w wyniku zapoznania się z nimi przez przypadek lub z czystej ciekawości. Wszyscy, których znam, a którzy zdecydowali się wspomagać metodami niekonwencjonalnymi, doświadczyli konkretnej potrzeby. O tym będziemy pisać w sekcji: Przypadki.

“Jeśli lekarze byliby w stanie pomóc każdemu pacjentowi (co byłoby wspaniałe), wówczas, jak sądzę, żaden pacjent nie odwiedzałby “znachora”!
Rudolf Breuss, naturopata leczący postem, autor bestsellera pt. “The Breuss Cancer Cure” Czytaj dalej Leczenie “poza systemem” – prawdziwe relacje

Nie karmcie koni olejem lnianym. Albo… karmcie. Czyli o związku lipcówki z siemieniem i nie tylko.

Mini szetland je trawę

Od jakiegoś czasu jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami koników (na zdjęciu nasz mini-szetland Mela, fot. Ewa Podermańska). Chcąc nie chcąc musimy więc zapoznawać się z hasłami takimi jak ochwat, starzec zwyczajny, kolka, lipcówka, bycie wleczonym po ziemi, drogie siodła itp. Dosyć poczesne miejsce w tych zagadnieniach zajmują problemy końskiej diety oraz odwiedziny w sklepach “dla koni”, gdzie można kupić olej lniany.

Czytaj dalej Nie karmcie koni olejem lnianym. Albo… karmcie. Czyli o związku lipcówki z siemieniem i nie tylko.

Dlaczego boimy się raka?

Czy w wyleczenie z choroby nowotworowej wątpimy, bo wiemy, że nauka ciągle szuka skutecznego lekarstwa na każdy etap tej choroby? A może dlatego, że stosowane współcześnie terapie niosą za sobą wiele zniszczeń, których symbolem stały się wypadające włosy? A może jednak dlatego, że w odróżnieniu od chorób serca, leczenie nowotworowe trwa znacznie dłużej i wiele od nas wymaga?

W filmowej komedii “Kocha, lubi, szanuje” główny bohater po cichu przeżywa pewien dramat. Znajomi z pracy zamartwiają się jego stanem. Gdy w końcu okazuje się, że powodem depresji jest kryzys małżeński, kolega wybucha gromkim śmiechem. Z ulgą kwituje: “Uff! To mógł być przecież rak!!!”

W życiu, jak w filmie: to właśnie rak uważany jest za największy dopust boży. Czy słusznie?

Czytaj dalej Dlaczego boimy się raka?

Zdrowa moda na zieloną żywność czyli “fast food”, który warto jeść – cz.1

Są takie dni, kiedy fast food na śniadanie, obiad i kolację ratuje nam życie… na chwilę. Są też tygodnie, kiedy oddech spłyca się dzień po dniu, bo jedynym ruchem, na jaki nas stać jest ruch palców na klawiaturze. W takich warunkach mocna kawa lub cola na pobudzenie pomagają tylko na chwilę.

Czytaj dalej Zdrowa moda na zieloną żywność czyli “fast food”, który warto jeść – cz.1

Historia Bogdana się kończy

 

Mój teść Bogdan nie żyje. Zmarł 24 lipca 2012 roku. To dzięki niemu mój mąż i ja zwróciliśmy uwagę na medycynę alternatywną i poznaliśmy dietę dr Budwig. W 2000 roku Bogdan usłyszał bowiem diagnozę: guz nerki prawej. Komentarz lekarza brzmiał: “Ma Pan 3 miesiące życia.”  Częściowo początek tej historii opisałam tutaj:  Dieta dr Budwig – dlaczego ją promujemy.  Oto cała historia Bogdana.

Czytaj dalej Historia Bogdana się kończy

Dieta dr Budwig – historia pana T.

Wiele osób pyta, czy znam kogoś, kto wyleczył się z przerzutów do wątroby. Załączam poniżej autentyczny list.  Starszy pan, którego przypadek jest w nim opisany w liście, zmarł – bodajże – w 201o  roku. Proszę jednak zwrócić uwagę, że choroba została zdiagnozowana znacznie wcześniej, a wątroba i trzustka praktycznie wyczyściły się w ciągu ok. 4 miesięcy od rozpoczęcia stosowania diety dr Budwig oraz suplementów.

Czytaj dalej Dieta dr Budwig – historia pana T.

Światowy marsz przeciwko “szczepionkowej” cenzurze

Obywatelska akcja w sprawie nie cenzurowania informacji o szczepionkach i wolności wyboru szczepień TRWA

Raphaël Sirjacobs oraz Béatrice Dupont- rodzice zmarłej Stacy (jej historia poniżej) są aktywnie zaangażowani w obywatelską, międzynarodowa akcję mającą na celu domaganie się od władz rzetelnej polityki informacyjnej w sprawie szczepień i szczepionek. Po raz pierwszy apelowali do całego świata o przyłączenie się do akcji, organizując w piątek, 20 stycznia 2012 marsz-demonstrację w Brukseli. Oto treść ich historycznego apelu: Czytaj dalej Światowy marsz przeciwko “szczepionkowej” cenzurze

Czy można świadomie zwalczyć chorobę?

Od dawna praktycy medytacji twierdzili, że może ona odziaływać na system immunologiczny – pozwalając zwalczać choroby. Na poparcie tego poglądu – załączam niezwykle ciekawy materiał filmowy. Naukowcy przebadali Wim’a Hof’a, który chciał udowodnić, że może świadomie sterować swym układem odpornościowym. Badania przyniosły pozytywny wynik!

Zobacz film w youtube.

Dieta dr Budwig – o soku z papai i ananasa

W książce pt. “Cancer. The problem and the solution” dr Budwig po raz ostatni zamieściła szczegółowe wytyczne do prowadzenia diety. Szczególną uwagę zwróciła tam na włączenie do etapu przejściowego soku z papai w połączeniu z Linomelem (alternatywnie: mielonym na świeżo siemieniem lnianym BIO lub odpowiednikami: Linufitem albo Przysmakiem śniadaniowym Primanatura). Konkretnym pacjentom (np. panu Otto W.) przepisywała ten sok także w czasie zasadniczej kuracji, w ilości aż 3 szklanek dziennie: po obiedzie, ok. godz.15:00, przy czym do każdej szklanki polecała mu wmieszać 1-2 łyżek Linomelu.
Czytaj dalej Dieta dr Budwig – o soku z papai i ananasa

Śpiączka i co dalej

środa wieczór, 1 czerwca 2011

Mój ojciec leży od 48 godzin w śpiączce. Przedwczoraj zasłabł i stracił przytomność bez świadków. Nie wiadomo, jak długo pozostawał bez oddechu. Reanimacja powiodła się. Już po pierwszej defibrylacji praca serca i oddech wróciły. Tato oddycha sam. Ale… narazie nie ma z nim kontaktu.

Czytaj dalej Śpiączka i co dalej

Dieta dr Budwig – jak działa?

Czy dieta może być jedynym lekarstwem?

Czy serek z olejem może wyleczyć raka?

Śmiem twierdzić, że tak. Dla mnie dieta dr Budwig jest najbardziej uniwersalną, naukowo uzasadnioną i najskuteczniejszą dietą leczniczą na świecie.

Są tacy lekarze, którzy wyśmialiby mnie teraz szyderczo. Niestety, lekceważenie kwestii odżywiania jest w gabinetach lekarskich nagminne. Zbyt łatwo ulegamy złudzeniu, że aktywne substancje chemiczne znajdują się tylko w tabletkach, proszkach, konserwantach… Zapominamy, że naturalne produkty, i siemię, i olej i serek też składają się z konkretnych substancji chemicznych. I okazuje się, że są to jak najbardziej aktywne związki, których działanie bezpośrednio decyduje o naszym zdrowiu… Czytaj dalej Dieta dr Budwig – jak działa?

Masaż misami dźwiękowymi

Masaż to nie tylko manualne głaskanie i uciskanie, na ciało można również oddziaływać za pomocą dźwięku.

Podobnie jak inne dziedziny medycyny naturalnej, zastosowanie mis może poszczycić się wielowiekową tradycją (najstarsze z nich mogą mieć nawet 5 tys. lat). Przed wiekami stosowano je w Azji do przechowywania żywności i zabiegów rytualnych, w Europie stały się początkowo popularne w latach 60. za sprawą hipisów, którzy przywieźli je z Tybetu. Stąd wzięła się zwyczajowa, ale niewłaściwa nazwa tych instrumentów – misy tybetańskie. W rzeczywistości naczynia, które wykorzystuje się obecnie do masażu są produkowane w Nepalu i prawidłowo nazywa się je misami dźwiękowymi.

Metoda masażu dźwiękiem nie była znana starożytnym kulturom- została stworzona w XX wieku przez Petera Hessa z myślą o pomocy zabieganemu i zestresowanemu współczesnemu człowiekowi. Ten niemiecki inżynier miał okazję poznać właściwości leczenia dźwiękiem podczas swych podróży po Tybecie i Nepalu. W 1999 roku powstało Europejskie Stowarzyszenie Masażu i Terapii Dźwiękiem, a trzy lata później Polskie Stowarzyszenie Masażu i Terapii Dźwiękiem wg metody Petera Hess’a. Zadaniem organizacji, poza propagowaniem terapii, jest szkolenie instruktorów oraz prowadzenie badań naukowych.

Jak działają misy

Najwyższej jakości misy wykonane są ze specjalnego stopu 12 metali. Od strony akustyki wydają one dźwięk zwany wielotonem nieharmonicznym, którego częstotliwość uzależniona jest między innymi od wielkości naczynia. Dzięki zjawisku rezonansu, dźwięk z wprowadzonej w drganie misy przenosi się na ciało, które przyjmuje te częstotliwości, których potrzebuje. Ponieważ impulsy nerwowe płyną w ciele z prędkością dźwięku, jego właściwe stosowanie staje się naturalnym lekiem dla naszych organizmów.

Przebieg seansu z wykorzystaniem mis dostosowany jest do indywidualnych potrzeb pacjenta, może mieć jedynie na celu wprowadzenie go w stan głębokiej relaksacji, ale może również leczniczo wpływać na ciało. Zależnie od dolegliwości uczestnika, odpowiedniej wielkości misy ustawia się w określonych miejscach na ciele (np. na plecach, klatce piersiowej, dłoni), a następnie pobudza naczynia do drgania . W terapii stosuje się również gongi i dzwonki. Aby zagwarantować skuteczność i bezpieczeństwo zabiegu, należy upewnić się, czy osoba go wykonująca posiada certyfikat Peter-Hess-Akademii zaświadczający o ukończeniu IV stopni szkolenia i uprawniający do wykonywania profesjonalnych masaży. W Łodzi jest kilku terapeutów z certyfikatami, m.in. Sylwia Ozimek, u której można się też nauczyć masażu dźwiękiem w zakresie I i II stopnia.

Jeżeli nie skarżymy się na żadne problemy zdrowotne, a z ciekawości chcielibyśmy rozpocząć przygodę z dźwiękową terapią, warto zainteresować się zajęciami grupowymi. Są one organizowane niezależnie przez instruktorów, czasami stają się elementem praktyki jogi czy medytacji. Podczas grupowych spotkań misy nie są zazwyczaj ustawiane na ciele. Uczestnicy leżą tu w wygodnych pozycjach poddając się harmonizującemu działaniu fali dźwiękowej, która z łatwością usuwa zmęczenie, regeneruje oraz odświeża ciało i umysł. Nawet osoby, które z rezerwą podchodzą do medycyny naturalnej, po zajęciach są pod wrażeniem działania mis i gongów. Odpowiednio dobrane dźwięki wprowadzają w stan swoistego pół-snu, zapewniając głęboki relaks i wyciszenie. Ci, którzy systematycznie uczestniczą w podobnych spotkaniach mówią, że nie wyobrażają sobie codziennego funkcjonowania bez możliwości regularnego oczyszczenia i odreagowania przy pomocy dźwięku. Zajęcia w połączeniu z kąpielami w dźwiękach odbywają się m.in. w piątki o godz. 19.00 i soboty o godz. 17.00 przy ul. Dunajec 2 w Łodzi.

Relaks i leczenie

W medycynie naturalnej niezwykle ważne jest holistyczne podejście do człowieka, czyli jednoczesne oddziaływanie na jego sferę fizyczną, psychiczną i duchową. Tak też działa masaż misami dźwiękowymi, którego zadaniem jest zarówno leczenie fizycznych dolegliwości ciała, jak i oddziaływanie na emocje i umysł. Terapię dźwiękami stosuje się między innymi u osób z dolegliwościami narządu ruchu (bólami kręgosłupa, reumatyzmem, napięciami mięśniowymi), migrenami czy chorobami serca. Masaż może także pomóc w poprawie przemiany materii, problemach ze snem, wspomaga samoleczenie nawet w przypadku poważnych dolegliwości zdrowotnych. Istotne jest również, że jedynym przeciwwskazaniem do stosowania tej terapii jest pierwszy trymestr ciąży lub zastawka serca. Poza tym misami można pomóc wszystkim ? a szczególnie tym, którzy lubią muzykę.

Dla naszej psychiki terapia dźwiękiem to relaks, odprężenie, większy optymizm życiowy oraz lepsza zdolność koncentracji i radzenia sobie ze stresem. Misy są wykorzystywane u osób z depresją, stanami lękowymi i problemami emocjonalnymi. Świetnie sprawdzają się również na zajęciach z dziećmi. Mogą mieć one charakter zabawy w podróż przez świat dźwięku, ale również terapii z dziećmi nadpobudliwymi czy autystycznymi.

Dla “Gazety Wyborczej” napisała Iza Borkowska.
Konsultacja: Sylwia Ozimek, absolwentka Wyższego Studium Muzykoterapii na Akademii Muzycznej w Łodzi. Napisz email do Sylwii: sylwiaozimek@wp.pl

Czy noszenie biustonoszy może powodować raka?

Ból piersi, cysty lub guzki mogą być spowodowane przez częste noszenie stanika. Takiego zdania są Sydney Ross Singer i jego żona Soma Grismaijer, autorzy książek na temat szkodliwego wpływu biustonoszy na zdrowie piersi. Na  stronie www.breastnotes.com Singer proponuje kobietom przyłączenie się do programu Breast Cancer Prevention (Profilaktyka Raka Piersi).

O co chodzi w projekcie? O zaprzestanie noszenia staników. To najlepszy sposób profilaktyki raka piersi: nic nie kosztuje i nie pociąga za sobą żadnego ryzyka. Wg autorów 95% kobiet, które uczestniczą w projekcie obserwuje poprawę stanu zdrowia piersi.

Czytaj dalej Czy noszenie biustonoszy może powodować raka?

Seks w chorobie – cz.1

Nie, nie żartuję. To poważny temat. Z kilku powodów.

Popęd seksualny jak papierek lakmusowy

Znamy wiele czynników chorobotwórczych. Nie jest jasne jednak, dlaczego tylko u części osób narażonych na nie rozwija się konkretna choroba. Medycyna koncentruje się na szukaniu winowajcy w genach. Istnieją wszakże takie sfery naszego życia, które odgrywają niebagatelną rolę w skutecznym pielęgnowaniu zdrowia. Są to dieta, sprawność fizyczna, udane więzi emocjonalne oraz… seks. Lekarz rzadko pyta o te kwestie podczas badania. Tymczasem mają one ogromny wpływ na nasze codzienne samopoczucie, a tym samym i zdrowie.  Mogą generować albo silny chorobotwórczy stres, albo mnóstwo prozdrowotnej satysfakcji.

Libido doskonale odzwierciedla stan naszego zdrowia. To naturalne w świetle potrzeby zachowania gatunku.  Rozmnażać powinny się przecież osobniki najzdrowsze. Spadek popędu seksualnego powinien być zatem jednym z pierwszych sygnałów utraty zdrowia. Zwykle znacznie wyprzedza inne objawy choroby przewlekłej. Zatem gdy przewlekle chory pacjent zaczyna z powrotem przejawiać zainteresowanie sferą seksualną, dla mnie jest to daleko bardziej przekonywujący dowód na jego zdrowienie, niż wyniki badań laboratoryjnych.

Seks – fizjologia, relacje, stres i energia

Małpy bonobo są bardzo rzadko eksponowane w ogrodach zoologicznych, bo – jak tłumaczą zajmujący się nimi zoolodzy – jako jedyne z człekokształtnych mają bardzo podobne zachowania seksualne do ludzi, co może wprowadzić zwiedzających w nie lada zakłopotanie. Uprawiają “wyrafinowany” seks nie tylko w celach rozmnażania.  Jest on dla nich codziennym “narzędziem” do podtrzymywania bliskich i czułych więzi partnerskich, m.in. niezawodnym sposobem na zażegnywanie konfliktów! Dzięki swoim codziennym praktykom seksualnym społeczność bonobo należy do jednych z najbardziej wyluzowanych na świecie!

U nas ludzi, podobnie jak u kuzynów bonobo, zachowania seksualne także wychodzą poza prokreację. Dzięki temu mamy możliwość korzystania z dobrodziejstw płynących ze współżycia przez cały rok. Fizjologiczne, potwierdzone medycznie następstwa zbliżenia nie ograniczają się jedynie do narządów płciowych. Wzrost ciśnienia, przyspieszona akcja serca to ogólne reakcje organizmu wyzwalane w czasie stosunku. Wraz z nimi poprawia się dotlenienie i odżywienie wszystkich komórek. Pojawiające się później odprężenie daje poczucie spokoju i spełnienia. Czy można się więc dziwić, że bonobo uprawiające seks na okrągło w ogóle nie przejawiają agresji?

No dobrze, ale jak się to wszystko ma do choroby?

Wg starożytnych systemów medycznych, takich jak medycyna chińska, czy indyjska ajurweda zachowania seksualne odgrywają bardzo istotną rolę w przepływie energii życiowej (chi, prana) w organizmie i …. między organizmami. Zakłócenie przepływu energii życiowej prowadzi do rozwoju choroby.

Zewnętrzną manifestacją energii jest nasz poziom aktywności, także seksualnej oraz wyrażane przez nas emocje (gniew to bardzo rzadka emocja w rodzinie bonobo!). Seksualność jest zarówno wyrazem naszej energii, jak i sposobem na jej zyskanie. W czasie każdego zbliżenia dochodzi do wymiany energii między organizmami. W okresie dzieciństwa bliskość z ciałem matki jest normalnym zjawiskiem koniecznym dla prawidłowego, zdrowego wzrostu młodego organizmu. Jak wiele kontakty cielesne dają i dziecku i matce sprawdzono już na przykładzie wielu eksperymentów, w tym i tych bardzo okrutnych, gdy pozbawiano małpiątka jakiegokolwiek kontaktu zaraz po urodzeniu. Cielesna bliskość dziecka z rodzicem, w dorosłym życiu ulega transformacji w kontakty seksualne z partnerem.

Medycyna akademicka nie zajmuje się narazie ani tematem przepływu energii w organizmie, ani tym bardziej między organizmami. Dostrzega jednak, że wiele chorób, w tym  nadciśnienie, cukrzyca, czy choroby nowotworowe nie są uwarunkowane wyłącznie obiektywnymi, fizycznymi czynnikami. Medycyna konwencjonalna wprowadziła zatem pojęcie choroby psychosomatycznej: choroby, która rozgrywa się w ciele, ale która najprawdopodobniej rozwinęła się na skutek pewnych psychicznych, czy też emocjonalnych przeżyć pacjenta. Stres psychiczny został już oficjalnie uznanym czynnikiem chorobotwórczym.

Seks postrzega się jako czynnik łagodzący stres, zarówno przez bezpośrednio wyzwalane pozytywne emocje, jak i przez pogłębienie więzi z partnerem, co wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, pozwala poczuć się potrzebnym itp. Brak bliskości, brak więzi nie sprzyja zdrowiu. Bez względu na to, czy patrzymy na ten problem okiem lekarza ajurwedy, czy psychologa.

Po odcięciu glukozy, nowotwór ginie!

Dr Budwig i wielu innych naturopatów od lat twierdzili publicznie, że komórka nowotworowa jest bardzo krucha i łatwo ją zniszczyć. Przekonywali, że w wielu przypadkach wystarczy tylko zmiana diety, aby choroba nowotworowa zaczęła się cofać. Czy tak jest rzeczywiście? Czy nawet bardzo złośliwy nowotwór, który w ciągu kilku tygodni doprowadza chorego do zupełnego wyniszczenia, jest strukturą łatwą do zniszczenia? Okazuje się, że tak. Wreszcie naukowcy zaobserwowali to dokładnie.

Czytaj dalej Po odcięciu glukozy, nowotwór ginie!

Antynowotworowe działanie siemienia lnianego – cz. 2 rak piersi

Czy to możliwe, aby babeczka z siemienia lnianego miała porównywalne działanie lecznicze do oficjalnie stosowanych leków chemioterapeutycznych, np. takich jak Tamoxifen? W 2006 roku Piotr napisał na Primanaturze artykuł pt. “Siemię lniane spowalnia rozwój raka piersi” i podał przepis na babeczkę. Poniżej rozwijam podjęty przez niego temat. Przepis na babeczkę znajduje się na końcu artykułu.

Czytaj dalej Antynowotworowe działanie siemienia lnianego – cz. 2 rak piersi

Dieta dr Budwig – czy siemię lniane jest toksyczne?

Siemię lniane zawiera substancje cyjanogenne, czyli takie, które mogą przekształcić się w cyjanowodór (kwas pruski, chem. HCN). Dr Budwig jednak przez 50 lat ordynowała swoim pacjentom duże dawki siemienia i oleju lnianego a jej pacjenci nie tylko nie ulegali zatruciom, a wręcz zdrowieli ze śmiertelnych chorób. Jak zatem wygląda realne zagrożenie zatruciem kwasem pruskim w diecie dr Budwig?

Czytaj dalej Dieta dr Budwig – czy siemię lniane jest toksyczne?

Zaangażowanie chorego we własne leczenie

Nie ma nieuleczalnych chorób, są tylko nieuleczalni pacjenci”.
Dr John Raymond Christopher

Znam osoby, które chorowały na śmiertelne choroby. Wśród nich były i takie, które odniosły zwycięstwo nad chorobą, jak i takie, które zostały pokonane… Dziś jestem jeszcze bardziej utwierdzona w przekonaniu, że zarówno sukces, jak i porażka rodzą się z tego samego nasienia: własnego przekonania.

Czytaj dalej Zaangażowanie chorego we własne leczenie

O walce z chorobą Alzheimera, diecie dr Budwig, lucernie i diecie zgodnej z grupą krwi.

Poniższy artykuł przesłała nam 3 lata temu pani Krystyna Penkala. Na naszą prośbę, dzieli się w nim swoim doświadczeniem w walce z chorobą Alzheimera.
Pani Krystyno, jesteśmy bardzo wdzięczni za poświęcony czas!

Piszę te słowa z wewnętrznej potrzeby niesienia pomocy wszystkim tym, którzy jej bezskutecznie poszukują, pomocy w walce o zdrowie i godne życie dla swoich bliskich, dotkniętych ciężką “nieuleczalną” chorobą.

Mija dziesięć lat odkąd zmagam się z chorobą Alzheimera. To właśnie ta straszna choroba stała się udziałem mojej mamy i mnie jako jej opiekunki. Przez pierwsze osiem lat, zdając się na działanie tzw. medycyny konwencjonalnej, choroba rozwijała się można rzec książkowo, nie zostawiając wątpliwości, co do trafności postawionej diagnozy. Diagnozy przerażającej, bo niedającej szans na jakąkolwiek poprawę stanu zdrowia ani nawet na zatrzymanie postępów choroby.

W obliczu pogarszającego się stanu zdrowia, bezsilności oficjalnej medycyny, pomna swoich pozytywnych doświadczeń, a przez to darząca ogromnym zaufaniem naturalne metody lecznicze, ani na chwilę nie ustawałam w poszukiwaniu pomocy ze strony medycyny alternatywnej, opierającej się na leczeniu przyczyn, nie tylko skutków trawiących nas chorób. W listopadzie 2003 roku, kiedy to tak naprawdę straciłam nadzieję, niespodziewanie nastąpił przełom w leczeniu. Właściwie trafniej byłoby napisać odbicie od dna, ponieważ w tym czasie stan zdrowia psychicznego i fizycznego mojej mamy, dobiegał kresu swoich możliwości. Skrajne wycieńczenie organizmu i listopadowe chłody spowodowały rozwój zapalenia płuc. Po podaniu mamie serii antybiotyków, obserwując niestety tragiczne, wyniszczające skutki ich działań ubocznych, zdecydowałam się na leczenie infekcji metodą naturalną. Odstawiłam antybiotyki, a w ich miejsce zaczęłam podawać duże dawki czosnku, trzy razy dziennie po cztery, pięć świeżo roztartych ząbków (aby wykorzystać aseptyczne właściwości tego specyfiku, należy spożyć świeży czosnek, jednak nie wcześniej niż 15 minut po jego rozdrobnieniu, jest to jeden z najsilniej działających naturalnych antybiotyków).

W tym czasie był to z mojej strony akt rozpaczy, jednak jak się później okazało zrobiłam wreszcie coś naprawdę “mądrego”. Powoli, ale systematycznie zaczęły ustępować objawy zapalenia płuc. W tym samym czasie natknęłam się na książkę amerykańskiego lekarza, naturoterapeuty Petera J. D’Adamo pod tytułem “Jedz zgodnie ze swoją grupą krwi. Encyklopedia zdrowia”. Dzięki niej uzmysłowiłam sobie jak kardynalne dla naszego zdrowia jest prawidłowe odżywianie. Słowa Hipokratesa ? niech pożywienie będzie dla was lekarstwem a lekarstwo pożywieniem?, stały się dla mnie w pełni zrozumiałe. Więcej informacji na temat medycyny naturalnej znajdziecie Państwo na Primanatura.pl

Co znaczy prawidłowe odżywianie w kontekście najnowszych odkryć a w szczególności diety zgodnej z grupa krwi? Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednym zdaniem. Przyzwyczajono nas do tego, że odżywianie i medycyna to dwie różne sprawy. Rzadko uzmysławiamy sobie, że to właśnie jedzenie, za pośrednictwem skomplikowanych procesów zachodzących w organizmie, ma wpływ na każdą z komórek naszego ciała. Grupa krwi nie jest obojętnym czynnikiem w tym procesie. Pełni miedzy innymi funkcję zaworu kontrolnego układu immunologicznego i trawiennego, nadzoruje zdolności organizmu do przetrwania i rozwoju. Autor diety w swoich książkach szczegółowo wyjaśnia mechanizm pozytywnego i negatywnego reagowania poszczególnych grup krwi na różne pokarmy. Wyjaśnia również szczegółowo naukowe i antropologiczne przesłanki do powstania czterech odrębnych grup krwi. Gdyby nie przemiany, jakie zaszły w strukturze krwi, nie przetrwałby gatunek ludzki. Każda z czterech grup ewoluowała pod wpływem rozwoju fizjologicznego gatunku ludzkiego i zmieniających się warunków klimatycznych. Grupa krwi odegrała znaczącą rolę w procesach adaptacyjnych, które w toku ewolucji uzbrajały nasz system odpornościowy przeciwko nowym wirusom i bakteriom, przystosowywała czuły system trawienny człowieka do nieznanych mu dotąd pokarmów. Tak, więc grupa krwi stanowi swego rodzaju dziedzictwo decydujące o naszej indywidualności.

W tym miejscu pozwolę sobie wrócić do historii mojej mamy. Zaczęłam ściśle i rygorystycznie stosować zasady diety zgodnej z grupa krwi, licząc na to, że chociaż spowolnię lub zatrzymam postęp choroby. Teraz, po prawie dwóch latach od jej zastosowania, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że następuje jej powolny regres. To nie chwilowa poprawa zdrowia, to stały, systematyczny do niego powrót. W przeciągu kilku miesięcy dietetycznej kuracji stało się oczywiste, że przyjmowane wcześniej przez mamę lekarstwa psychotropowe byłyby tylko zbędnym balastem zatruwającym jej organizm. Ostre objawy choroby psychicznej zupełnie ustąpiły i tak jest do dziś. Powoli mama wyrywa się z objęć demencji, staje się coraz bardziej komunikatywna, zaczyna na nowo rozumieć i interesować się otaczającym ją światem.

W marcu tego roku natknęłam się na stronę internetową Pani Alicji Krzywańskiej (Primanatura). Z wielkim zainteresowaniem przestudiowałam zamieszczone tam materiały. Moją szczególną uwagę zwróciła dieta dr Budwig. Stała się ona dla mnie kolejnym potwierdzeniem na to, że dzięki diecie można pokonać nawet najgroźniejszą chorobę. Od kwietnia stosuję kanony żywieniowe tej diety w powiązaniu z dietą zgodną z grupa krwi. W praktyce oznacza to wyłączenie z jadłospisu niektórych zalecanych przez dr Budwig pokarmów a niewskazanych ze względu na grupę krwi. W przypadku grupy ?A?, bo taką ma moja mama, jest to rezygnacja na przykład z ziemniaków, pomidorów, papryki, pomarańczy, mandarynek, bananów, na rzecz brokułów, marchwi, pietruszki, cebuli, pora, czosnku, grapefrutów czy cytryn. Lista pokarmów jest oczywiście o wiele dłuższa, te wymienione przeze mnie stanowią tylko przykład na negatywne lub pozytywne oddziaływanie pożywienia na organizm w zależności od posiadanej grupy krwi. Trudno mi autorytatywnie stwierdzić, że jest to najsłuszniejsze rozwiązanie, ale na pewno nie osłabia działania ani jednej, ani drugiej kuracji zdrowotnej. Mam nadzieję, że jest wręcz przeciwnie, bo efekty są nadspodziewanie dobre. Coraz częściej mama mile mnie zaskakuje niebywałą od kilku lat jasnością umysłu. Na razie są to chwile, ale chwile piękne, powtarzające się coraz częściej i trwające coraz dłużej.

Pasta dr Budwig, oprócz niezaprzeczalnych walorów zdrowotnych, okazała się bardzo smaczna, daje mi wiele nowych możliwości kulinarnych, których nie miałam stosując tylko dietę grupy krwi. Znakomicie zastępuje mi śmietanę czy majonez, a przez to wzbogaca jadłospis o potrawy, z których dotychczas musiałam zrezygnować. Świetnie nadaje się do mizerii z ogórków, stanowi bazę sosów do surowych i gotowanych jarzyn, koktajli z truskawkami czy jagodami. Wraz z czosnkiem, kiełkami lucerny, poppingiem z amarantusa lub otrębami owsianymi jest smacznym, leczniczym śniadaniem dla osób z grupą krwi ?A?.

W tym miejscu chciałabym zachęcić do regularnego spożywania kiełków z ziaren zbóż. Są one niezwykle cennym źródłem witamin i składników mineralnych. Łatwo można je wyhodować w domu. Znali je już bardzo dawno temu mieszkańcy Dalekiego Wschodu i z powodzeniem wykorzystywali przyrządzając różne potrawy. Kiełki dostarczają organizmowi to, co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania – wiele witamin m.in. A, C, PP a także składników mineralnych ? potas, żelazo, cynk, magnez, fosfor. Kiełki zawierają tych składników więcej niż ziarna, z których zostały wyprodukowane. Dodatkowym plusem przemawiającym za kiełkami jest to, że są bardzo dobrze przyswajalne przez organizm i lekkostrawne. Kiełki lucerny (alfalfa) zawierają rzadko występującą w roślinach witaminę B12, poza tym są bogate w witaminy A, C i D oraz lecytynę. Poprawiają pamięć, mają właściwości pobudzające.

Kiełki rzodkiewki dzięki dużej ilości witaminy C podnoszą odporność organizmu. Zawierają dużo siarki, dlatego wpływają korzystnie na stan skóry, włosów i paznokci. Kiełki pszenicy obfitują w żelazo, miedź, witaminę B6. Są wskazane dla osób zmęczonych i zestresowanych, poprawiają trawienie. Kiełki soczewicy zawierają dużo żelaza, magnezu i witaminy C. Dobrze wpływają na stan zębów. Kiełki soi są wyśmienitym źródłem żelaza, witaminy C i B1. Regularne ich zjadanie koi nerwy, dodaje energii i apetytu. Kiełki słonecznika mają dużo cynku i żelaza. Najkorzystniej jest hodować je samemu, bo są zawsze pod ręką i zawsze świeże. Najwygodniej to robić w specjalnym pojemniku, z nasion niezaprawianych chemicznie, dostępnych w sklepach ze zdrowa żywnością. Do mojej hodowli wybieram oczywiście tylko te nasiona, które są zgodne z mamy grupą krwi.

Na szczególną uwagę i szersze omówienie zasługują wspomniane już wcześniej kiełki lucerny, z których walorów zdrowotnych mogą korzystać wszyscy, za wyjątkiem osób o grupie krwi ?0?. W medycynie ludowej od dawna wykorzystywano niezwykłe właściwości lecznicze lucerny, powszechnie kojarzonej raczej z rośliną pastewną. Obecnie badania naukowe potwierdzają, że części lucerny znajdujące się nad ziemią, a zwłaszcza jej liście, zawierają znaczne ilości beta karotenu, witamin B, C, D, E i K oraz soli mineralnych: potasu, żelaza, wapnia i fosforu. Te dwa ostatnie składniki są bardzo pożyteczne dla kości i zębów. Dzięki wysokiej zawartości chlorofilu lucerna ma także działanie odtruwające. Angielska nazwa lucerny brzmi alfalfa. To słowo pochodzenia arabskiego znaczy ojciec i prawdopodobnie ma związek z jej nadzwyczajnym działaniem wzmacniającym i leczniczym. Z sukcesem można ją stosować przy ostrych i przewlekłych zaburzeniach trawienia. Pomaga w leczeniu wzdęć, wrzodów i braku apetytu, ponieważ, podobnie jak surowa kapusta, jest bogata w witaminę U. Alkalizujące właściwości lucerny wykorzystuje się do leczenia wrzodów trawiennych powstających w miejscach, w których błona śluzowa traci odporność na trawiące działanie kwasów żołądkowych (w przełyku, żołądku lub w jelicie). Działanie to wspiera węglan magnezu, często dodawany do nowoczesnych preparatów.

Lucerna zawiera też substancje przeciwgrzybicze, dlatego wzmacnia działanie bakterii Acidophilus. Lucerna jest dobrym, naturalnym środkiem przeczyszczającym, moczopędnym i obniżającym gorączkę. Poznano również jej działanie zapobiegające powstawaniu wola (powiększeniu tarczycy). Lucerna wspomaga wchłanianie i przyswajanie węglowodanów, białka, wapnia, żelaza i innych pierwiastków śladowych. Lucerna lub jej wyciąg, działa szczególnie korzystnie na osoby w starszym wieku. Wzmacnia system immunologiczny, spowalnia proces starzenia się. Zwiększa siłę życiową, wydolność fizyczną, zapewnia lepszy sen. Lucerna wspomaga leczenie ostrego i przewlekłego zapalenia pęcherza moczowego lub prostaty, zmniejsza też bóle reumatyczne i wspomaga laktację. Swoje działanie rozwija powoli, ale jest ono gruntowne. Lucerna zawiera duże dawki witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, być może, dlatego połączenie kiełków z pastą dr Budwig opartej przecież na oleju lnianym, daje u mojej mamy tak dobre rezultaty lecznicze.
Dłuższa kuracja może spowodować kumulację witamin, dlatego po 2-3 miesiącach należy zrobić w niej miesięczną przerwę.

Biolog, Frank Bouer, nazwał lucernę wielkim uzdrowicielem. W zielonych liściach tej rośliny odkrył osiem enzymów niezbędnych dla naszego organizmu. Ponadto stwierdził, że w 100 gramach lucerny zawarte jest 8000 j.m.  witaminy A oraz od 20000 do 80000 j.m. witaminy K. Ta druga wspomaga krzepnięcie krwi i zapobiega zbyt dużej utracie krwi podczas miesiączkowania. Również osobom, które często miewają krwotoki z nosa, może pomóc witamina K, zawarta na przykład w wyciągu z lucerny. Długo trwająca biegunka może być jednym z objawów niedoboru witaminy K. Osoby zażywające leki zmniejszające krzepliwość krwi (tzw. antykoagulanty), bez konsultacji z lekarzem nie powinny stosować preparatów zawierających witaminę K.

Całkiem niedawno przeczytałam w jednym z artykułów stwierdzenie, że choroba Alzheimera jest chorobą szoku oksydacyjnego. Przed szkodliwym wpływem oksydantów bronią organizm, tak zwane antyutleniacze. Słowa te stanowią potwierdzenie na słuszność podjętej i prowadzonej przez ze mnie kuracji leczniczej, obfitującej w błonnik, będący miotłą do wymiatania zanieczyszczeń pokarmowych, w antyutleniacze takie jak czosnek, cebula , brokuły, produkty z mąki z pełnego przemiału oraz w zieloną herbatę, stanowiącą sposób na porcję pełną przeciwutleniaczy, których moc wielokrotnie przewyższa pod tym względem, działanie witaminy C.

Na zakończenie muszę wspomnieć o pozytywnych skutkach zdrowotnym, jakich doświadczyłam osobiście, poprzez eliminację produktów żywnościowych, zawierających bezpośrednio w swoim składzie chemiczne dodatki konserwujące, poprawiające smak czy wygląd. Parę lat temu przez prawie pół roku cierpiałam na chroniczną biegunkę. Nie wiem, jaki byłby tego finał, gdybym przypadkiem nie natrafiła na listę szkodliwych dodatków żywnościowych. Po jej przestudiowaniu dotarło wreszcie do mnie, że większość z nich jest albo rakotwórcza, albo utrudniająca przemianę materii. Zrobiłam sobie ?rachunek sumienia? i zrezygnowałam całkowicie z żywności tak ?wzbogaconej?. Po tygodniu wiedziałam już, że był to strzał w dziesiątkę. Stopniowo wszystkie nieprzyjemnie objawy choroby ustąpiły. Jednak nawet teraz po kilku latach od opisanej sytuacji, muszę się ich bezwzględnie wystrzegać. Chemiczne zanieczyszczenie żywności jest zmorą naszych czasów, trudno nie wpadać w tego typu pułapki, zapewniam jednak, że warto je wyeliminować z codziennej diety, dając w ten sposób odpocząć wątrobie i tak już nadmiernie obciążonej przez zanieczyszczenia z gleby, powietrza czy wody.

Nie ukrywam, że propagowany przez ze mnie sposób na uzyskanie i utrzymanie dobrej kondycji zdrowotnej, pochłania wiele czasu, wymaga cierpliwości, dużego samozaparcia i walki z nałogiem złego jedzenia. Jestem przekonana, że w ten sposób można skutecznie walczyć nie tylko z chorobą Alzheimera, ale także z wszystkimi innymi chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak nowotwory, Parkinson, choroba niedokrwienna serca czy cukrzyca. Gorąco wszystkich do tego zachęcam, bo o zdrowie trzeba nieustannie zabiegać, często walczyć o jego odzyskanie, jak napisał nasz narodowy wieszcz Jan Kochanowski ” szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakuje, aż się zepsuje”. Podobno zdrowie to nie wszystko, ale na pewno wszystko bez zdrowia, to nic.

Z poważaniem
czytelniczka Primanatury
Krystyna Penkala

Post Breussa – przepisy podstawowe

Podstawowe przepisy na stosowane podczas postu Breussa herbaty ziołowe, sok i zupę pochodzą z książki Rudolfa Breussa pt.: “The Breuss Cancer Cure”, wyd. przez Alive Books, 1995. Zobacz aktualne wydanie: The Breuss Cancer Cure.

Do przeprowadzenia kuracji należy zaopatrzyć się w ekologicznie uprawiane warzywa oraz zioła. Codziennie należy z nich wykonać poniższe napoje:

  1. “Herbata Szałwiowa” przyrządzana jest z następujących ziół:
    • Salvia officinalis (szałwia lekarska)
    • Hypericum perforatum (dziurawiec zwyczajny)
    • Mentha piperita (mięta pieprzowa)
    • Melissa officinalis (melisa lekarska)
  2. Sposób parzenia:
    1-2 łyżeczek szałwi zalewamy 2 szklankami wrzącej wody i gotujemy bez przykrycia 3 minuty (koniecznie bez przykrycia, aby usunąć toksyczny olejek eteryczny zawierający tujon). Odstawiamy z ognia. Następnie dodajemy po 1 łyżeczce pozostałych ziół (już bez szałwi) i pozostawiamy do naciagnięcia przez 10 minut. Gotowe. Teraz najlepiej herbatę odcedzić i postawić w nieprzezroczystym dzbanku, pod przykryciem. W ciągu calego dnia pacjent powinien wypić do 3 litrów tej herbaty.

  3. “Herbata Nerkowa” przyrządzana jest z ziół:
    • 15g Equisetum arvense (skrzyp polny)
    • 10g Urtica dioica (pokrzywa zwyczajna)
    • 8g Polygonum aviculare (rdest ptasi)
    • 6g Hypericum perforatum (dziurawiec zwyczajny)
  4. Ilość ta wystarczy na 3 tygodnie dla 1 osoby.

    Sposób parzenia:
    Napój przyrządza się rano na cały dzień. 1/2 łyżki stołowej (albo dużą szczyptę, tzn. ilość ziół, jaka mieści się między kciukiem a palcem wskazującym i środkowym) zalać 1/2 szklanki gorącej, ale nie wrzącej wody i zaparzać przez 10 minut. Nastepnie odcedzić i odcedzone zioła zagotować w odrebnej 1 szklance gorącej wody, gotowac przez 10 minut. Nastepnie po odcedzeniu zlać oba napary razem.

    Pić 3 x dziennie po 1/4 szklanki (ok. 60 ml) zimnej herbaty, poczynając od rana na pusty żołądek, a następnie przed obiademoraz na noc, przed snem.

    Uwaga: tę herbatę pije się tylko przez 3 tygodnie, nie dłużej ! Można stosować ją profilaktycznie, szczególnie przed planowanymi operacjami lub przy rozmaitych stanach zapalnych, ale nigdy nie przekraczać 3 tygodni. Minimalny odstęp między kolejnym zastosowaniem to 2-3 tygodnie, ale generalnie nie powinno się jej pijać częściej niż 3-4 razy w roku. Ponadto w czasie picia tej herbaty należy w diecie unikać mięsa!

  5. “Herbata bodziszkowa” przyrządzana jest z zioła:
    • Geranium robertianum (bodziszek cuchnący)
  6. Sposób parzenia:
    Aby przygotować porcję na cały dzień dla 1 osoby, 1/2 łyżki stołowej bodziszka (albo dużą szczyptę, tzn. ilość ziół, jaka mieści się między kciukiem a palcem wskazującym i środkowym) zalewamy 1/2 szklanki gorącej, ale nie wrzącej wody i zaparzamy przez 10 minut. Pić powoli zimną herbatę, w ciągu całego dnia pojedynczymi, małymi lykami. Mogą wystąpić skutki uboczne ( ze względu na zawartość radu), wtedy należy skonsultować sie z lekarzem, najlepiej naturopatą.

  7. Sok warzywny przyrządzany jest z ekologicznie uprawianych warzyw:
    • 3 części buraków czerwonych, np. 300g
    • 1 część marchewki, np. 100g
    • 1 część selera korzeniowego, np. 100 g
    • 1 mała czarna rzodkiew
    • 1 ziemniak wielkości jajka
  8. Uwaga: ziemniak jest konieczny jedynie w przypadku raka wątroby. Można go zastąpić herbatą z surowych obierków ziemniaczanych (patrz niżej)

    Sposób przyrządzenia:
    Po wyciśnięciu soku (najlepiej byloby wyciskac go specjalną praską do soków, ale klasyczne sokowirówki również mogą zostać użyte) należy go przecedzić przez sitko do herbaty lub lnianą ściereczkę ( wg Breussa pacjentom z nowotworami nie wolno pić soku z “fusami”). Moja uwaga: sok po wyciśnięciu powinien być przechowywany w lodówce. Zanim sie go poda choremu, powinno upłynąć ok. 30 minut od wyciśnięcia.

  9. Zupa cebulowa to “danie” dla szczególnie chorych i wycieńczonych pacjentów. Przyrządzana w nastepujący sposób:
  10. 1 cebulę wielkości cytryny pokrajać na małe kawałki razem z brązową łupinką i zrumienić  w niewielkiej ilości oliwy z oliwek extra vergine (ja osobiście sugeruję olej kokosowy!). Następnie dolać 2 szklanki zimnej wody i gotować, aż cebula będzie miękka. Oryginalnie Breuss doradzał teraz wmieszac kostkę bulionu warzywnego – koniecznie bez wzmacniaczy smaku takich jak glutaminian sodu. Najlepiej aby była to kostka bio zawierająca oprócz suszonych warzyw także drożdże liofilizowane. Po ugotowaniu, przecedzić zupę przez sito. Podawać do spożycia tylko płyn, bez cebuli!
    Bardzo chory pacjent powinien w miarę możliwości wypić 1-2 szklanki takiej zupy.

    Uwaga 1: nie należy spożywać zupy cebulowej na noc.

    Uwaga 2: w przypadku raka wątroby lub woreczka zółciowego nigdy nie wolno wypić od razu całej szklanki zupy cebulowej. Najlepiej co godzinę zjadać po 1 lyżce ciepłej zupy, a w międzyczasie wypić dodatkowo: 1 szklankę “Herbaty piolunowej”.