Zderzenie weterynarza z lekarzem

Dziś zupełnie przypadkowo natknęłam się na bardzo ciekawy blog: „Weterynarz po godzinach…”, pisany przez dr Maję Ingarden, panią weterynarz, która wraz z mężem weterynarzem, dr. Jackiem Ingardenem prowadzi lecznicę weterynaryjną Therios w Myślenicach. Na blogu można znaleźć nie tylko opisy rozmaitych przypadków czworonożnych pacjentów, często nietypowych i trudnych. Część wpisów poświęcona jest pasjom rodziny państwa Ingardenów i to właśnie te pasje naprowadziły mnie na ten fantastyczny blog. Zaczęłam od wpisu o łucznictwie konnym, a skończyłam na: „NIEŁATWO BYĆ PACJENTEM… ŚWIEŻE REFLEKSJE W TEMACIE SŁUŻBY ZDROWIA… ” i tenże szczególnie polecam do lektury.

Pani Maja ma bardzo lekkie pióro i duże poczucie humoru. W „NIEŁATWO BYĆ PACJENTEM… ” opisuje swoje dwukrotne zderzenie z państwową służbą zdrowia. Naprawdę warto przeczytać. Znamienna wydaje mi się konfrontacja w pokoju zabiegowym. Pani weterynarz ma wiedzę, jak powinien wyglądać poprawnie założony gips na kończynie ssaka :), więc wymusiła poprawkę, gdy znudzone, a może przemęczone biurokracją pielęgniarki źle założyły jej gips.

Pytanie: ilu „zwykłym” pacjentom panie w zabiegówkach zakładają gips nieprawidłowo, a co zatem idzie narażają pacjenta na wiele komplikacji?  To pytanie retoryczne oczywiście.

Oczywiście, że „errare humanum est”, ale jest pewien kanon czynności u pewnych zawodów, które to czynności powinny być wykonywane poprawnie rutynowo. Tak, jak umiejętność odczytania badania USG.

Mój teść Bogdan, którego 12-letnie życie z guzem nerki bez operacji i bez chemii opisałam tutaj: Historia Bogdana się kończy też kiedyś spotkał się z wyjątkową ignorancją podczas rutynowej czynności. Polecono mu największy autorytet nefrologii w Krakowie: profesora AM, aby skonsultował jego przypadek. W czasie wykonywania badania USG, pan profesor relacjonował, co widzi na monitorze: „guz w nerce lewej”. Na to teść: „nie w lewej, panie profesorze, w prawej.” Na to pan profesor: ” Nie w prawej, wiem co mówię. Guz jest w lewej, a w prawej ma pan kamień”. Hmmm… I tak właśnie pan profesor opisał zdjęcie z badania. Oczywiście dziesiątki innych badań USG robionych w ciągu 12 lat, jak i tomografie komputerowe, twierdziły inaczej niż pan profesor…

Choć na pierwszy rzut oka refleksje ze zderzenia pani weterynarz z lekarzami i pielęgniarkami mogą się wydać dość przygnębiające, mnie pokrzepiły na duchu.

Po pierwsze cieszę się, że po zwróceniu uwagi, lekarz zaordynował poprawkę, bo mógł przecież – tak jak pan profesor – upierać się przy swoim zdaniu.

Po drugie: jako wlaściciel sporej gromadki zwierząt domowych i przydomowych :), cieszę się, że choć o profesjonalną opiekę w państwowej służbie zdrowia nie ma co marzyć, to jednak można liczyć na naprawdę profesjonalną opiekę w prywatnych praktykach weterynaryjnych. Nota bene, dziwię się, że ze swoją zwierzęcą menażerią nie trafiliśmy jeszcze do gabinetu państwa Ingardenów, skoro najblizej nam właśnie do Myślenic :) Widać tak miało być.

Po trzecie: jest nadzieja, że gdy już ZUS z NFZem zupełnie rozwalą służbę zdrowia i obrzydzą lekarzom pacjenta dokumentnie, zawsze będzie można liczyć na konsultację u zawsze miłych, otwartych i kompetentnych lekarzy weterynarii. W końcu człowiek też ssak!

Po czwarte: przypomniał mi się dr Joel Wallach – weterynarz, autor „Nieżywi lekarze nie kłamią” („”Dead Doctors Don’t Lie” ) oraz „Nieżywi sportowcy nie kłamią” („Dead Athletes Don’t Lie” ). Pan dr Wallach wyprowadził ze swojej praktyki weterynaryjnej wiele ciekawych wniosków odnoszących się do leczenia ludzi i jak się domyślacie jest w świecie medycznym bardzo kontrowersyjną postacią, zresztą jak każdy odnoszący sukcesy „alternatywny uzdrowiciel”. Oto jego słowa:

„Obecnie średnia długość życia Amerykanów wynosi 75,5 roku, w tym lekarzy tylko 57 lat. Z tego można wyciągnąć prosty wniosek, że jeśli ktoś chce żyć przeciętnie 20 lat dłużej, niech podaruje sobie studia medyczne i zawód lekarza. Jeżeli chcecie dożyć 120-140 lat, są tylko dwie podstawowe rzeczy, które musicie zrobić:  Po pierwsze chronić się przed wypadkiem, nadmiernym piciem i paleniem, przed rosyjską ruletką oraz przed lekarzami. Tak, do tej wielkiej grupy niebezpiecznych rzeczy zaliczam również wizyty u lekarzy.”
dr Joel Wallach „Nieżywi lekarze nie kłamią” (polskie tłumaczenie za www.vismaya-maitreya.pl)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Konwencjonalne terapie medyczne, O nauce i medycynie, Opisy konkretnych przypadków chorobowych i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *